Perspektywa Harr'ego
Kiedy rano wstałem była 9:00. Ubrałem się, umyłem, itd. Nie byłem dzisiaj umówiony z Alex wiec nie zajęło mi to więcej niż 5 minut. Zszedłem na dół i zrobiłem śniadanie. Chwile później zszedł Liam.
- Siemka stary, co tam? Wcześnie dzisiaj wstałeś.- powiedział Liam
- No jakoś tak wyszło.
- To co dzisiaj robisz? - spytał robiąc sobie kawę.
- Muszę pojechać do szpitala porozmawiać z tą lekarką.
- Po co?
- Wczoraj naskoczyła na Alex. Muszę to wyjaśnić.
- No dobrze, ale może niepotrzebnie. Zrobisz tylko kłopot Alex. Ona będzie męczyła ją jeszcze bardziej.
- Wcale nie. Nie ważne. Ja wychodzę.
- O której wrócisz?
- Około 12 powinienem już być.
- No dobrze.
Wyszedłem z domu. Tam spotkałem Alex, która chyba akurat wracała ze spaceru z Georg'em.
- Hej Harry. - powiedziała podchodząc do mnie. Dała mi buziaka w usta.
- Hej mała.
- Nie jestem mała, tylko niska. Gdzie jedziesz?
- Eee...... emm..... do..... do sklepu jadę.
- Harry, błagam Cię. Nie umiesz kłamać. Chciałeś jechać do szpitala, do tej lekarki, prawda?
- Przepraszam, ale ja nie mogę tak tego zostawić.
- No dobrze, ale jadę z tobą.
- Ok, wsiadaj.
- Tylko odprowadzę Georg'a do domu i możemy jechać.
Po kilkunastu minutach znaleźliśmy się pod szpitalem.
- Alex, mam do Ciebie prośbę.
- Ehh niech zgadnę. Mam poczekać w samochodzie?
- Proszę, to zajmie tylko chwilke.
- Ok, ale nie zrób za dużej afery.
Dałem jej buziaka i poszedłem do szpitala. Znalazłem lekarkę i sobie z nią pogadałem.
Perspektywa Alex
Minęło jakieś 7 minut, a Harry jeszcze nie wrócił. Miało to zająć tylko chwilę. Nie wytrzymałam. Wysiadłam z samochodu, zamknęłam drzwi i poszłam do szpitala.
Gdy byłam w środku skierowałam się w jeden z korytarzy. Znalazłam ich. Już chciałam do nich podejść gdy nagle ta suka go pocałowała.
Nie wiedziałam co mam robić. Stałam jak wryta. Po moim policzku spłynęła samotna łza. Lekarka uśmiechnęła się z satysfakcją. Harry odwrócił się zdezoriętowany. Gdy zobaczył, że po moim policzku spływa łza, od razu zaczął się tłumaczyć.
- Nie musisz się tłumaczyć. Nie potrzebnie tu przyjeżdżałam. Ide do domu. Pozdrów swoją koleżankę.
Wyszłam ze szpitala zdenerwowana. Obok szpitala był przystanek autobusowy. Wsiadłam do autobusu, który akurat podjechał i pojechałam do domu.
Próbowałam powstrzymać łzy jednak na marne. "Po co ja tam pojechałam" - pytałam się w myślach.
Autobus zatrzymał się 1 ulice od mojego domu. Przez całą droge nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Kiedy doszłam pod dom zauważyłam paparazzi pod domem chłopaków. Szybko weszłam do domu żeby mnie nie zauważyli. Zdjęłam buty i poszłam do kuchni. W domu byli wszyscy wiec zauważyli że jest coś nie tak.
- Słyszałam, że byłaś z Harry/m w szpitalu. Co się tam stało?- spytała Alice
- Między mną, a Harrym jest już chyba wszystko skończone.
- Co ty do mnie mówisz? Co się stało?
- Alice, przepraszam, ale nie chce o tym teraz rozmawiać. Idę do góry.
- Alex chcesz herbatki?- spytała z troską ciocia.
- Tak, ale sama sobie zrobię.
- Nie, ja ci zrobię, nie kłopocz się.
- To zawołaj mnie jak będzie gotowa.
- Przyniosę Ci ją do pokoju- powiedziała przytulając mnie
Jedyne co teraz potrzebowałam to chłodna kąpiel i herbata. Weszłam do pokoju zamknęłam drzwi i zaczęłam płakać jak małe dziecko. "Alex, ogarnij się" - powtarzałam sobie cały czas. Po kąpieli położyłam się na łóżku. Włączyłam laptopa i weszłam na TT. Dużo osób mnie follownęło i jak zwykle nie obyło sie też od tweetów od "kochanych fanek" Hazzy. Kiedy miałam zamiar wychodzić już z TT natrafiłam na zdjęcie na którym śpię w łóżku Harr'ego. Pod nim było dużo komentarzy typu " O jak Harry słodko śpi. Masz wielkie szczęście". Popatrzyłam chwilę na to zdjęcie i zamknęłam laptopa. Odłożyłam go na szafkę nocną po czym usłyszałam pukanie do drzwi.
Weszła Alice z herbatą.
- Hej. Proszę, twoja herbata.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się do siostry.
- Powiesz mi co się stało?
- Ehhh, nie mam ochoty o tym gadać. Nie teraz.
- Alex, nie chcę naciskać, ale jak się wyżalisz będzie Ci łatwiej. Może będę mogła Ci pomóc.
- No dobrze.
- A więc dlaczego powiedziałaś, że z Harry'm już wszystko skończone?
- Harry się uparł, że chce pojechać do tej lekarki i wyjaśnić całą tą sytuację. Poprosił żebym została w samochodzie. On poszedł porozmawiać z tą suką.
- Alex - upomniała mnie siostra.
- No sory, ale nie mam innego określenia na tą dziwkę. - siostra spiorunowała mnie wzrokiem - oh no dobrze, nie ważne. W każdym razie poszedł z nią porozmawiać. Dosyć długo to trwało więc poszłam do szpitala. Gdy ich znalazłam oni się całowali. - z trudem powiedziałam ostatnie słowo i się rozpłakałam.- Możesz zostawić mnie teraz samą.
- Dobrze,. Niech będzie. - powiedziała siostra i wyszła.
Zostałam sama. Wzięłam swojego iPhone'a podłączyłam słuchawki i włączyłam sobie playlistę smutnych piosenek. Łzy leciały mi ciurkiem. To tak bolało. Na prawdę się zakochałam w tym chłopaku. Tych kręconych włosach, zielonych oczach i tych dołeczkach. STOP. - powiedziałam sobie. - Nie mogę się tak nad sobą użalać. Nie mogę teraz pokazać, że jestem słaba. Muszę być silna, nawet jeżeli to tak boli. Poszłam do łazienki, opłukałam twarz i wytarłam ją ręcznikiem. Poprawiłam rozmazany make-up i poszłam spowrotem do pokoju. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu na łózku siedział Harry. Trochę się wystraszyłam, ponieważ nie spodziewałam się go tutaj. Krzyknęłam cicho.
- Wystraszyłeś mnie
- Przepraszam.
- Jak się tu dostałeś?
- Alice mnie wpuściła.
- Ehh mogłam się tego spodziewać. W każdym razie nie mam ochoty Cię teraz widzieć.- powiedziałam siadając na krześle przy biurku.
Harry skierował się do drzwi. Myślałam, że sobie darował i chce wyjść, lecz on przekręcił klucz, który był w zamku i schował do kieszeni.
- Co ty robisz?
- Nie zamierzam stąd wyjść póki mnie nie wysłuchasz.
- Ale czy to jest powód aby zamykać drzwi?
- A wysłuchałabyś mnie wtedy? Pewnie nie.
- No to proszę. Mów co masz mówić i idź już stąd.
- Po pierwsze chciałbym Ci powiedzieć, że to nie było tak jak myślisz.
- Jak to nie? Całowaliście się. Pewnie dlatego kazałeś mi zostać w samochodzie, prawda?
- Wcale nie. Prosiłem Cię o to ponieważ nie chciałem aby Ci było przykro. - zrobiłam zdezoriętowaną minę - gdybyś poszła ze mną ona by Cię zaczęła wyzywać. Tobie zrobiłoby się przykro, a tego bym nie chciał. Ona pewnie zauważyła Cię więc mnie pocałowała. Nie widziałaś jak się zaczęła szczerzyć? Jak głupi do sera. Myślała, że wygrała. Ale po tym zadzwoniłem po policję i wszystko im wytłumaczyłem. Powiedziałem też, że Ci groziła. Dostała zakaz zbliżania się do nas.
- To dobrze, ale...
- Co ale? Nie ma żadnego ale.
- Nie chodzi o to.
- Czyli mi wybaczasz?
- No jasne. Przecież to nie twoja wina.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę - powiedział przytulając mnie.
- Czuję. Zaraz mnie udusisz od tego przytulania.
- Przepraszam. No właśnie, o co Ci chodziło z tym ale?
- Co robią paparazzi pod waszym domem?
- Przyjechał do nas kolega. Ktoś o tym doniusł prasie i się rozniosło.
- Jaki kolega?
- Ed.
- Ed? Ed Sheeran?
- Tak, a co?
- Zawsze chciałam go poznać. Uwielbiam jego piosenki. Zwłaszcza "Give Me Love"
Harr'emu zaczął dzwonić telefon. Odebrał go. Ja w tym czasie spojrzałam w swój telefon by sprawdzić godzinę. Było około 15:30
- Na śmierć o tym zapomniałem ! Zresztą chyba jak wszyscy ! Za chwilę będę !- krzyknął do telefonu Harry i się rozłączył
- Co się stało? O czym wszyscy zapomnieli?
- O tym, że dzisiaj jest koncert Little Mix na który nas zaprosiła Perrie.
- O kurde. Masz rację. Zupełnie mi to wyleciało z głowy.
- Lecę do domu się ubrać. Pa - chciał mnie pocałować, ale się odsunęłam.
- To, że Ci wybaczyłam nie znaczy, że będziemy razem. Ja nie chcę znowu cierpieć.
- Już nikt więcej Cię tak nie skrzywdzi.
- Ale tu nie chodzi tylko o to. Myślisz, że mi jest miło patrzeć jak ty podpisujesz wszystkim fanką autografy, robisz sobie z nimi zdjęcia, a czasem one na tych zdjęciach Cię całują? Niby tylko w policzek, ale jednak. Zrozum proszę, ja tak nie mogę żyć. Uszanuj moją decyzję.
- Dobrze, ale odpowiedz mi proszę na jedno pytanie: Będziemy jeszcze kiedyś razem?
- Nie wiem. Może. Teraz nie umiem Ci odpowiedzieć.
- No dobrze. Do zobaczenia później. Spotykamy się o 17 pod domem.
- Ok, pa.
Wyszedł. Teraz to już zupełnie nie wiedziałam co mam myśleć. No ale nie ważne.
Ubrałam się w TO. Wyglądałam na prawdę fajnie. Po chwili do pokoju weszła Alice.
- Hej, Harry powiedział, że koncert LM jest już dzisiaj.
- Tak. Ja już jestem gotowa. Muszę się jeszcze tylko uczesać i pomalować. A ty co zakładasz?
- Jeszcze nie wiem. Zaraz coś wykombinuję.
- Chodź, pomogę Ci.
Zajrzałam do szafy i wyciągnęlam pare rzeczy. Sprawdziłam czy do siebie pasuję i oddałam Alice.
Poszłam do łazienki. Ali się w tym czasie ubierała. Gdy skończyłam weszłam spowrotem do pokoju.
Alice ubrana była w TO. Świetnie wyglądała.
Siorka poszła się pomalować, a ja poszłam sprawdzić jak się ubrała Vicky. Gdy weszłam do pokoju, Tori gotowa już zakładała buty. Ubrała się w swoim stylu czyli w TO.
O 17 wyszłyśmy z domu. Chłopcy już czekali.
- To jak? Gotowe?
*********************************************************************************
Hej !
Dodałyśmy !
Trochę krótszy niż zwykle, ale to nie nasza wina. Koleżanki nas strasznie poganiały, więc jeśli są jakieś błędy to bardzo przepraszamy.
Od ostatniego rozdziału przybyło prawie 400 odwiedzin za co ogromnie dziękujemy.
Masive Thank You jakby to powiedzieli chłopcy.
Do następnego ! Alice & Alex ;*
piątek, 29 marca 2013
czwartek, 21 marca 2013
Rozdział 14
**Perspektywa Alex**
Kiedy Niall wyszedł od razu zaczęłam
- O czym chciałaś porozmawiać?
- Więc chodzi o to, że czuję coś więcej do Niall'a.
- No ale w czym problem?
- No bo ja bym chciała z nim być, ale się boję... - powiedziała smutna
- Czego się boisz? Zadziałać? Zrobić pierwszy krok?
- Nie, nie w tym rzecz. Ja się boję reakcji fanek. Sama widzisz co one mi zrobiły.
- No ja Cię rozumiem, że się boisz, ale fanek są miliony i nie mówię tego aby Cię przestraszyć. Na pewno większość z nich będzie Cię wspierać. To, że się trafiło kilka takich "fanek", które Ci to zrobiły to nie znaczy, że wszystkie takie są. Jak byłam z Harr'ym na plaży podeszły do nas fanki i były na prawde bardzo miłe.
- Ty to masz szczęście. Ciebie fanki lubią.
- A skąd wiesz, że mnie lubią? Przecież to było tylko kilka fanek. Jeszcze po prostu nie trafiłam na te złe. Uwierz mi, że Niall Cię obroni. Widzę, że mu na prawdę na tobie zależy. Widzę jak na Ciebie patrzy.
W tym momencie wparował Niall.
- Już mogę? - spytał
- Tak, już wszystko obgadałyśmy - odpowiedziałam.
- No to co robimy? Może pogramy w karty?
- Jasne - odpowiedziała Vicky na pytanie blondaska. Wtedy do sali wszedł Hazza.
- Hej. Co robicie?
- Będziemy grać w karty. Grasz z nami?
- Tak, czemu nie. A w co ?
- Może w tysiąca- zaproponował Niall
- Tylko ja nie umiem grac- powiedziałam
- Spokojnie pokaże ci jak się gra.
Zaczęliśmy grać. Nic nie rozumiałam, ale dawałam rade. Harry ciągle tłumaczył mi coś, że
żołądź ma 60 punktów a wino ma 40 itd. Oczywiście przegraliśmy.
- Ejj to się nie liczy Vicky umie grać a Niall zawsze wygrywa jak gramy - powiedział Hazz z minką zbitego pieska.
- Oj przepraszam- powiedziałam
- Dobra a w co umiesz grać?
- Dupę Biskupa !
- Nie znam tego -powiedział Nialler.
- Ja też nie. - Dodał Hazz
- Ale ja znam. - ucieszyła się Vicky.
- No to się może podzielimy? Ja będę z Harrym, a Niall z Vicky.
- Ok - zgodzili się.
Zaczęliśmy grać. Całkiem nieźle nam szło.
Zrobiliśmy 5 rund. Wszystkie wygraliśmy z Harry'm więc się bardzo cieszyłam.
Przegrani natomiast chcieli dogrywki. I tak oto znowu zaczęliśmy grać.
**Perspektywa Alice**
Gdy Alex pojechała z Harry'm i ciocią do Vicky ja poszłam do Liam'a.
Zapukałam do drzwi.
- Kto tam? - usłyszałam głos Liam'a
- To ja, Alice.
- Wejdź.
Nacisnęłam klamkę i przekroczyłam próg domu One Direction. W przedpokoju zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do salonu, gdzie siedział Liam. Telewizor był włączony i była przedstawiana pogoda na najbliższy tydzień. Cały czas gorąco. Kto by się tego spodziewał.
- Hej - przywitałam się. - Gdzie Lou i Zayn?
- Zayn jest z Perrie, a Lou z Eleanore.
- Rozumiem.
- Cieszę się, że przyszłaś bo był się zanudził na śmierć.
- Nie ma sprawy. Alex i ciocia pojechały z Harry'm do szpitala więc też zostałam sama. To co robimy?
- Może obejrzymy jakiś film?
- Może być.
- To ja coś wybiorę, a ty zrobisz popcorn, ok?
- Ok - odpowiedziałam i zniknęłam w kuchni.
Gdy popcorn się zrobił wróciłam do salonu. Liam już przygotował film więc gdy tylko usiadłam na kanapie zaczęliśmy oglądać. Jednak już po pierwszych scenach filmu zaczęłam żałować, że to Li wybierał film.
- Nie znam tego -powiedział Nialler.
- Ja też nie. - Dodał Hazz
- Ale ja znam. - ucieszyła się Vicky.
- No to się może podzielimy? Ja będę z Harrym, a Niall z Vicky.
- Ok - zgodzili się.
Zaczęliśmy grać. Całkiem nieźle nam szło.
Zrobiliśmy 5 rund. Wszystkie wygraliśmy z Harry'm więc się bardzo cieszyłam.
Przegrani natomiast chcieli dogrywki. I tak oto znowu zaczęliśmy grać.
**Perspektywa Alice**
Gdy Alex pojechała z Harry'm i ciocią do Vicky ja poszłam do Liam'a.
Zapukałam do drzwi.
- Kto tam? - usłyszałam głos Liam'a
- To ja, Alice.
- Wejdź.
Nacisnęłam klamkę i przekroczyłam próg domu One Direction. W przedpokoju zdjęłam buty i kurtkę i poszłam do salonu, gdzie siedział Liam. Telewizor był włączony i była przedstawiana pogoda na najbliższy tydzień. Cały czas gorąco. Kto by się tego spodziewał.
- Hej - przywitałam się. - Gdzie Lou i Zayn?
- Zayn jest z Perrie, a Lou z Eleanore.
- Rozumiem.
- Cieszę się, że przyszłaś bo był się zanudził na śmierć.
- Nie ma sprawy. Alex i ciocia pojechały z Harry'm do szpitala więc też zostałam sama. To co robimy?
- Może obejrzymy jakiś film?
- Może być.
- To ja coś wybiorę, a ty zrobisz popcorn, ok?
- Ok - odpowiedziałam i zniknęłam w kuchni.
Gdy popcorn się zrobił wróciłam do salonu. Liam już przygotował film więc gdy tylko usiadłam na kanapie zaczęliśmy oglądać. Jednak już po pierwszych scenach filmu zaczęłam żałować, że to Li wybierał film.
Skierowałam się do pokoju Payne'a. Leżał na łóżku z laptopem na brzuchu. Położyłam się obok niego i zajrzałam w ekran.
- Liam?
- Słucham?
- Co to ma być za film?
- Jego tytuł brzmi "Jak się rozmnażają żółwie". Ciekawie się zapowiada, prawda?
-Oh Liam, Liam. Pozwolisz, że wybiorę coś innego?
- Skoro nie chcesz oglądać żółwi to ok. - Powiedział ze smutną miną Liam
- Oj nie smuć się. - powiedziałam wstając z kanapy. Podeszłam do półki z filmami. Mnóstwo ich było.
Chwilę stałam w zamyśleniu, aż w końcu wybrałam "Marley i ja".
Zaczęliśmy oglądać.Bardzo lubiłam ten film i chociaż już go oglądałam ponad 5 razy i tak pod koniec płakałam. Nawet Liam wyglądał jakby się miał zaraz rozpłakać. Bardzo wrażliwy z niego chłopak.
Po filmie poszłam do łazienki z zamiarem poprawienia makijażu. Tak jak przewidywałam, byłam rozmazana od łez. Szubko to naprawiłam i wróciłam do Li'ego. Nie było go jednak w salonie.
-Liam, gdzie jesteś ? -krzyknęłam w głąb domu.
- Jestem na górze - odkrzyknął
- Gdzie dokładnie? - spytałam wchodząc po schodach na górę.
- W moim pokoju.
Liam leżał na łóżku z laptopem na brzuchu. Położyłam się obok niego
Liam leżał na łóżku z laptopem na brzuchu. Położyłam się obok niego
- Co robisz?
- Odpisuję na twitty od fanów.
- Jak często to robisz? - spytałam ciekawa
- Zazwyczaj raz w tygodniu. Zależy kiedy mam czas.
- Rozumiem. Napięty grafik.
Oparłam głowę o ramię Liam'a i obserwowałam co robi. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Oparłam głowę o ramię Liam'a i obserwowałam co robi. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**Perspektywa Alex**
Następne rundy i tak wygrałam z Harrym.
- Dobra, my się będziemy zbierać - powiedziałam
- A która godzina ? - powiedział Niall ziewając.
- Nie wiem ale ja nie chce mieć worów pod oczami. Idziesz Harry? - spytałam
- Tak, już idę. - powiedział wstając.
- A może byście zostali na noc?
- Ok, ale nie mamy łóżek.
- To zaraz poproszę o dwa dodatkowe i po sprawie. - powiedział i wyszedł z sali.
Po kilku minutach przyszedł Niall z pielęgniarką pchając dwa łóżka szpitalne.
Gdy pielęgniarka wyszła, wszyscy położyliśmy się w swoich łóżkach.
- Tak po prostu Ci dali te dodatkowe łózka? - spytałam
- Gdyby jej córka nie była naszą fanką nie dałaby nam ich. Dała te łózka, ale musiałem dać autograf.
- No to dobrej nocy. - powiedziałam i przymknęłam powieki.
- Alex.... - powiedział cicho Hazz
- Hm..?
- Może połączymy łóżka?
- Oj śpij i nie marudź.
- No proszę, tak bardzo, bardzo - Powiedział Hazza słodkim głosikiem. Chyba na prawdę mu na mnie zależy, albo to tylko tymczasowe zauroczenie, a potem czar pryśnie.
- A co ci to da ?.
- To, że będę blisko ciebie
- Eeee przecież jesteś blisko mnie.
- No ale bliżej, żebym mógł się do ciebie przytulić. To jak mogę
- No dobra- powiedziałam uśmiechając się od ucha do ucha.
Harry przysunął łóżko i w SPOKOJU poszliśmy spać.
Potem jeszcze jak przez mgłę słyszałam szuranie łóżka. Mogłabym się nawet założyć, że to Niall połączył swoje łóżko z Vicky.
*Rano*
Gdy się obudziłam, było już jasno. Promyki słońca wpadały przez okno.
Harry jeszcze spał wtulony we mnie. Powoli wysunęłam się z jego objęć tak by go nie obudzić.
Spojrzałam na Vicky i Niall'a. Spali także przytuleni do siebie. Słodko razem wyglądali. Powinni być razem.
- Hej kochanie. Jak się spało? - odezwał się do mnie Harry. Trochę się wystraszyłam, bo myślałam, że on nadal śpi.
- Wystraszyłeś mnie.
- Przepraszam.
- Nic się nie stało. Mi się spało bardzo dobrze, a tobie?
- Mi też dobrze.
- Popatrz na nich - wskazałam na zakochanych - czy nie wyglądają słodko?
- Haha, no kto by pomyślał. Od początku wiedziałem, że powinni być razem. Może zostanę jasnowidzem?
- Ale oni jeszcze nie są razem. Vicky się boi.
- Czego? - spytał zdziwiony
- Fanek. Sam widzisz co jej zrobiły.
- Ale przecież Niall ją obroni jak któraś będzie chciała jej coś zrobić.
- No jasne. Fizycznie ją może obronić, ale nie obroni jej przed wyzwiskami.
- Niestety, ale masz rację. No ale może ją fanki polubią? Tak jak polubiły Ciebie i Alice.
- Może i niektóre polubiły, ale uwierz mi, że jest bardzo dużo fanek, które nas nienawidzą.
- Skąd to wiesz?
- Codziennie dostajemy mnóstwo nie przyjemnych twittów od fanek, które sądzą, że im Was zabrałyśmy. Piszą, że jesteśmy szmatami i nie zasługujemy na to by z Wami być.
- Nigdy mi o tym nie mówiłaś.
- Bo nie chciałam Cię martwić. I bez tego masz pewnie masę swoich problemów. Wy przecież też macie hejterów, którzy uprzykrzają Wam życie. Nie chciałam Cię martwić.
- Przykro mi. - powiedział obejmując mnie
- Ale czemu? To przecież nie twoja wina.
- No właśnie to moja wina. Gdyby nie ja to by Cię nie hejtowali.
- Nie mów tak. To nie twoja wina. I nawet się ze mną nie kłóć.
- No dobrze, ale i tak przepraszam. - powiedział i się przytuliliśmy.
Po chwili Vicky i Niall obudzili się. Odsunęli się od siebie szybko i spojrzeli na nas oczekując na naszą reakcję.
- No hej gołąbeczki, fajnie razem wyglądacie, wiecie? - powiedział Harry dając mi buziaka w policzek. Widziałam minę Vicky i mówiła żebym przymknęła Harr'ego.
- Dobra chodź idziemy zająć łazienkę - powiedziałam ciągnąc go w stronę drzwi
- Ale..
- Żadne ale daj im chwilę prywatności.
Wyszliśmy za drzwi oczywiście Hazz nie odpuścił i cały czas ich podglądał.
- Harry proszę chodź, nie ładnie tak podglądać
- Oo ja nie mam zamiaru przestać
- Dobra to ja idę
Poszłam do łazienki umyłam się, uczesałam itd. Kiedy już szłam do pokoju ktoś mnie złapał za rękę. Kidy się odwróciłam zobaczyłam lekarke z którą sie już wcześniej policzyłam. Zaciągnęła mnie do jakiegoś pokoju. Była bardzo silna albo ja słaba, ale pozostańmy przy pierwszej wersji.
- Słuchaj dziwko masz sie odpierdolić do Harr'ego albo sie policzymy inaczej. Ja nie będę znosić tego, że on jest z tobą. Widziałam jak sie do ciebie tuli, jak spaliście i uwierz mi masz twardy sen.
- Co? O czym ty do mnie mówisz? Jaki twardy sen? A po za tym to co ja takiego złego zrobiłam Harr'emu? To nie moja wina, że on mnie kocha. Gdyby ciebie kochał to był by z tobą, a nie ze mną. Ja bym to uszanowała. Ja nie jestem taką suką jak ty. - Wyszłam nie zwracając na nic uwagi. Czułam jej wzrok na sobie. Weszłam do pokoju gdzie wszyscy byli.
- Co tak długo? - spytała Vicky
- Nie ważne - napływały mi łzy do oczu
- Ważne, co sie stało? - powiedział Hazz podchodząc do mnie i łapiąc mnie za ręce
- Nic takiego.
- Patrz mi prosto w oczy - powiedział i cały czas bez przerwy trzymał mnie za ręce. I te jego zielone oczy.
- Harry, naprawdę nic mi sie nie stało. Uwierz mi, proszę - zrobiłam minę kota ze Shreka.
- Porozmawiamy sobie w domu, dobrze?
- Tak- powiedziałam odwracając wzrok z jego oczu.- A kiedy wychodzisz Vicky ?
- Teraz !!!! - powiedziała powoli wstając z łóżka i przytulając sie do mnie. - A no i bardzo wam dziekuje, że ze mna zostaliście - Zrobiliśmy grupowego przytulasa.
- Dobra pakuj się nie mam zamiaru spędzić resztę dnia w szpitalu- powiedziałam patrząc na Vicki .
Po 20 minutach wyszliśmy ze szpitala na szczęście nie widziałam tej lekarki. Dojechaliśmy pod dom.
- No to za jakieś 10 minut u nas - zapytał sie nas Hazz
- Ocywiście, że nie !- powiedziałam - Vicky musi odpocząc i jeszcze musimy zadzwonić do jej mamy, a po za tym macie Alice.
- Ale ona jest Liama- powiedział Hazz - A po za tym masz u mnie ubrania wiec i tak musisz przyjść
- A no tak - w tym momencie wyszła ciocia.
- No w końcu jesteście. I jak tam słoneczko boli cie brzuch?
- Nie ciociu, wszystko jest Ok.
- Już ugotowałam pysznej zupki zjecie sobie, a potem coś porobimy. Chłopcy oznajmiam wam, że dzisiaj dziewczynki są moje. No włąśnie, a gdzie jest Alice?
- U Liama. Właśnie po nią ide. Zaraz wrócę.
Kiedy weszłam do domu 1D od razu skierowałam się do pokoju Hazzy po rzeczy.
- No gadaj, co jest?
- Nic Harry, naprawde - podszedł do mnie i posadził na łóżku.
- Skarbie mi możesz wszystko powiedzieć- dał mi soczystego buziaka w usta
- Ale naprawdę tego nie mogę ci powiedzieć.
- Coś zrobiłem nie tak ?
- Nie ty, a po za tym to co byś miał zrobić ?
- Nie wiem, ale powiedz mi proszę.
- Chodzi o tą lekarkę w szpitalu co was zna. Kiedy wychodziłam z łazienki złapała mnie za rękę i "wprowadziła" do jakiejś sali. Tam zaczęła mi mówić, że jesteś jej i że mam się od ciebie odpieprzyć.
- Po pierwsze nie jestem jej tylko twój. Po drugie ja nawet jej nie znam, a po trzecie kocham tylko ciebie.
- Po pierwsze nie jesteś mój Hazza
- Jestem, jestem.
- Dobra, a po drugie dasz mi te ciuchy ? A no i proszę nie jedź do tego szpitala proszę Cie.
- Dobrze nie pojadę - Powiedział wstajac i wyjmując z szafy moje rzeczy
- Dzieki - dałam mu całusa w usta lecz on to zmienił na chyba z 30 sekundowego namiętnego całusa.
- A tak w ogóle która godzina ? - spytałam
- 9:00 A co ?
- Nic, tak tylko pytam. To ja już lecę, a no i idę po Alice.
Wyszliśmy z pokoju i udaliśmy sie do pokoju Liama. Kidy otworzyłam drzwi ujrzałam Alice i Liama leżących w łóżku. Kołdra przykrywała tylko ich nogi. Reka Liam'a spoczywała sobie na tyłku Alice.
- Fajnie razem wyglądają, prawda? - spytałam i w tym momencie Alice zaczynała się budzić.
- Śpij Alice, śpij. Nie budź się - zaczęłam jej śpiewać, a Harry coś nucił.
Weszliśmy do pokoju i zaczeliśmy budzić Liama
- Hmmmmmm - powiedział zaspanym głosem
- Zobacz gdzie trzymasz ręce.
Alice zdążyła się obudzić zanim Liam zabrał rękę. Oboje lekko się zarumienili, a Liam wreszcie zabrał rękę z pupy mojej siostry.
- Sory - powiedział zawstydzony
- Nic się nie stało.
- Jej się to pewnie nawet podobało - powiedział Hazz zabawnie poruszając brwiami.
- No właśnie. Częściej tak rób, Li. - dodałam.
Oboje rzucili w nas poduszkami. Zaczęła się wojna. Ja i Hazz na Liam'a i Alice.
Jakieś 10 min później przestaliśmy.
- Ali musimy iść do domu.
- Ok. Już się zbieram.
Wyszliśmy z domu chłopców i poszłyśmy do naszego.
- Hej ciociu. - przywitałyśmy się.
- Cześć dziewczynki. Mam do Was jedno pytanie. Gdzie byłyście przez całą noc? Wiem, że Vicky była w szpitalu, a wy?
- Ja razem z Harry'm dotrzymałam towarzystwa Vicky.
- A ja byłam u Liam'a bo miał chorą nogę i zasnęliśmy podczas oglądania filmu.
- Rozumiem. W każdym razie ostatnio bardzo często spędzacie czas z chłopcami. Dlatego chciałabym żebyście dzisiejszy dzień spędziły ze mną.
- No dobrze, a co będziemy robić?
- Możemy w coś pograć i porozmawiać.
- Ok, a gdzie Tori?
- W salonie na kanapie.
- No to chodźmy.
Zaczęliśmy grać w karty. Gdy nam się znudziło wyciągnęłyśmy scrabble. Podczas grania bardzo dużo rozmawiałyśmy.
Około 21 poszłam do swojego pokoju. Otworzyłam laptopa i sprawdziałam twittera. Jak zwykle dosyć dużo osób do mnie napisało. Nie odbyło się bez nieprzyjemnych wiadomości. Było też kilka miłych ale to nie poprawiło mi humoru. Nie rozumiem dlaczego oni to robią. Co oni z tego mają? Chyba uszczęśliwia ich moje nieszczęście.
Zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki. Umyłam się i przebrałam w piżamę. Rozczesałam włosy i poszłam do łózko. Nie wiem dlaczego ale byłam bardzo zmęczona. Dostałam jeszcze SMS-a od Harr'ego.
"Dobranoc. Słodkich snów :*. Harry xx"
Nie miałam już nawet siły odpisać. Po prostu zasnęłam.
*********************************************************************************
Hej ! Tu Alice.
Od razu przepraszam, że nie dodałyśmy, ale weny nie miałyśmy. Dlatego też ten rozdział taki nudny wyszedł :/
W każdym razie w zamian za to dodałam imagina mojego autorstwa. Jeśli jeszcze nie widziałyście to zajrzyjcie i skomentujcie bo bardzo mi zależy na waszej opinii.
W najbliższy weekend raczej nie dodamy rozdziału bo jeciemy na zawody. Trzymajcie kciuki ;)
Dziękujemy za każde wejście na bloga i za każdy napisany komentarz. To na prawde wiele dla nas znaczy. Nie myślałyśmy, że ktoś będzie wgl. czytał te nasze wypociny.
Czekamy na komentarze ;) Bye
Imagin :*
Hej na początku chciałam przeprosić za to, że w weekend nie dodałyśmy rozdziału, ale ostatnio nas wena opuściła :(
W zamian za to napisałam dla was imagina. Dedykuje go mojej przyjaciółce Wiktorii :*.
Wymyśliłam go gdy pisałyśmy o tym jak Vicky była w szpitalu. Moim zdaniem imagin wyszedł do dupy. Nie tak go sobie wyobrażałam :/
Mimo to mam nadzieję, że nie jest aż tak zły. Czekam na waszą opinię w komentarzach ;) /Alice :*
*********************************************************************************
Z Niall'em przyjaźniłam się już pół roku. Od początku czułam jednak do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zakochałam się. Jak nigdy dotąd. Niestety Niall chyba nie odwzajemniał tych uczuć. A przynajmniej mi się tak wydawało.
Były wakacje. Prawie codziennie się spotykałam z Niall'em. Teraz byłam w moim domu. Siedziałam w pokoju na parapecie i myślałam jak by to było być z Niall'em. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk nowego SMS-a. Podniosłam komórkę. Na wyświetlaczu zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Niall'a. Sprawdziłam co napisał. Po przeczytaniu uśmiechnęłam się do samej siebie.
"Spotkamy się dzisiaj? Stęskniłem się już. Niall xx"
"Jasne, gdzi pójdziemy? Vicky :*
"Co powiesz na McDonald?"
"Może być."
"Ok to za 15 min pod twoim domem. xx"
Odłożyłam komórkę na łóżko i zajrzałam do szafy. Chwilę się zastanawiałam aż w końcu wybrałam TO.
Przebrałam się, odświerzyłam, zrobiłam lekki make-up i zeszłam na dół. Pożegnałam się z mamą i wyszłam na dwór. Niall już tam stał opierając się plecami o latarnie.
- No hej. - przywitałam się
- Hej, idziemy?
- Jasne.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Zawsze mieliśmy o czym gadać i nigdy nam się razem nie nudziło. To był wielki "+" naszej przyjaźni.
Gdy doszliśmy do Mc Donald'a usiadłam przy stole na zewnątrz lokalu. Słońce fajnie grzało więc wystawiłam twarz w stronę padających promieni.
W tym momencie obok mnie przeszedł jakiś zakapturzony chłopak. Pomyślałam, że to dziwne zwarzywszy na dzisiejszą piękną pogode. Nagle zakapturzony zabrał moją torebke ze stołu. Szybko zareagowałam i zaczęłam się z nim szarpać. Wtedy z lokalu wyszedł Niall. Chciał mi pomóc ale już było za późno. Nieznajomy wyciągnął nóż i przejechał mi nim po brzuchu. Poczułam przeszywający ból. Upadłam na ziemię. Niall podbiegł do mnie i wyciągnął komórke by zadzwonić po pogotowie. Złodziej uciekł razem z moją torebką. Potem słyszałam tylko dźwięk jadącej karetki i głos Niall'a mówiący "wszystko będzie dobrze".
[Włącz To]
*Perspektywa Nialla*
Lekarze pozwolili mi pojechać razem z Vicky. Cały czas powtarzałem jej "wszystko będzie dobrze".
Gdy dojechaliśmy do szpitala, lekarze szybko zabrali Victorię do sali operacyjnej. Mi kazali czekać. Tak więc zrobiłem. W tym czasie zadzwoniłem do mamy Vicky. Niestety nie mogła od razu przyjechać. Powiedziała, że przyjedzie najszybciej jak będzie mogła. Nie mogła się teraz zwolnić z pracy. Tori często mi opowiadała, że jej mama nie ma dla niej czasu bo musi pracować. Pracuje także w wakacje. Nawet gdy jej córka leży w szpitalu, dla niej ważniejsza jest praca. Po kilku godzinach z sali wyszedł lekaż. Nic nie chciał mi powiedzieć. Gdy spytałem się pielęgnierki co się stało ta odpowiedziała mi "Tak mi przykro". Nie miałem pojęcia o co chodzi. Może nie. Może po prostu nie mogłem uwierzyć w to co zaraz może mi ktoś powiedzieć. Po kilku minutach z sali wyszedł kolejny lekarz. Od razu do mnie podszedł.
- Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? Co się stało? - pytałem ze łzami w oczach.
- Nie udało mi się uratować pana dziewczyny. Bardzo mi przykro. Za chwilę bedzie pan mógł się pożegnać.
Po tych słowach usiadłem na krześle, zwinąłem się w kłębek i zacząłem płakać jak małe dziecko. Najgorsze jest to, że nie zdążyłem jej powiedzieć co do niej czuję. Od tak dawna to ukrywałem. Właściwie od kiedy się poznaliśmy. Miłość od pierwszego wejrzenia. Tyle razy chciałem jej to wyjawić, ale się bałem. Bałem się, że ona nie odwzajemni moich uczuć, a to zniszczyłoby naszą przyjaźń. Po kilku minutach wstałem i poszedłem się pożegnać. Gdy wszedłem do sali, pielęgnierki sprzątały przybory. Vicki lezała przykryta szpitalną kołdrą. Usiadłem na krześle, które stało obok łóżka i złapałem za jej lodowatą rękę. Znowu zacząłem płakać. Płakałem dobre 30 minut, aż mnie lekarz wyprosił. Wyszedłem z sali i zobaczyłem mamę Tori. Podszedłem do niej dalej płacząc. Od razu wiedziała, że nie mam dla niej dobrych wieści. Przytuliła mnie do sebie i także się rozpłakała. Gdy się uspokoiliśmy odwiozła mnie do domu. Powiedziała, że teraz musi jechać załatwić wszystkie sprawy związane z pogrzebem i da mi znać kiedy pochowamy Vicky. Gdy wszedłem do domu mama zauważyła, że coś się stało. Powiedziałem, że właśnie popełniłem największy błąd mojego życia. Mówiąc to miałem na myśli, że nie wyznałem Tori moich uczuć do niej gdy jeszcze była na tym świecie. Potem poszedłem do pokoju i kolejny raz tego dnia rozpłakałem się. Zmęczony dniem i płaczem zasnąłem.
*Tydzień później*
Dzisiaj jest dzień pogrzebu Victorii. Obiecałem sobie, że będe silny i nie będe płakać. Wiedziałem, że Vicky nie chciałaby żebym płakał, ale wbrew mojej woli łzy cały czas leciały. Nie potrafiłem zachamować słonych strumieni płynących po moich policzkach.
*Rok później*
"Minął równy rok od twojej śmierci. Nie mogę tak dalej żyć. Codzinnie o tobie myśle, śnisz mi się każdej nocy. Kocham Cię. Bardzo żałuję tego co się stało, ale teraz już nic nie da się zrobić. Gdybym mógł cofnąć czas, nie wysłałbym SMS-a, nie poszlibyśmy do Mc Donalda. Nadal byś żyła. Po twojej śmierci załamałem się. Nic nie jest tak jak dawniej. Kiedyś się uśmiechałem, dzisiaj moja twarz wyraża smutek, jeden wielki smutek. Nie mogę bez Ciebie żyć. Dlatego dzisiaj to zmienię. Będziemy mogli być razem. W niebie. Będziemy szczęśliwi tak jak dawniej. Do zobaczenia tam na górze kochana. "
Odłożyłem długopis i poszedłem do łazienki. Z szafki wyciągnąłem żyletki. Wybrałem jedną, a reszte położyłem na zlewie. Usiadłem na podłodze opierając się plecami o ścianę. Spojrzałem na swoją rękę, a nastepnie na żyletkę. Obróciłem ją kilka razy w dłoni po czym zrobiłem na ręce pierwszą kreske. Poczułem lekki ból. Przyjemny ból. Przy następnych kreskach nie czułem już bólu, ale przyjemność, szczęście bo wiedziałem, że jestem coraz bliżej niej. Mojej miłości. Kreski tworzyły napis, a właściwie imię. Jej imię. Spojrzałem jeszcze jeden raz na napis. "Vicky". Już nie długo się spotkamy - pomyślełem po czym zasnąłem. Na zawsze.
W zamian za to napisałam dla was imagina. Dedykuje go mojej przyjaciółce Wiktorii :*.
Wymyśliłam go gdy pisałyśmy o tym jak Vicky była w szpitalu. Moim zdaniem imagin wyszedł do dupy. Nie tak go sobie wyobrażałam :/
Mimo to mam nadzieję, że nie jest aż tak zły. Czekam na waszą opinię w komentarzach ;) /Alice :*
*********************************************************************************
Z Niall'em przyjaźniłam się już pół roku. Od początku czułam jednak do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zakochałam się. Jak nigdy dotąd. Niestety Niall chyba nie odwzajemniał tych uczuć. A przynajmniej mi się tak wydawało.
Były wakacje. Prawie codziennie się spotykałam z Niall'em. Teraz byłam w moim domu. Siedziałam w pokoju na parapecie i myślałam jak by to było być z Niall'em. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk nowego SMS-a. Podniosłam komórkę. Na wyświetlaczu zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Niall'a. Sprawdziłam co napisał. Po przeczytaniu uśmiechnęłam się do samej siebie.
"Spotkamy się dzisiaj? Stęskniłem się już. Niall xx"
"Jasne, gdzi pójdziemy? Vicky :*
"Co powiesz na McDonald?"
"Może być."
"Ok to za 15 min pod twoim domem. xx"
Odłożyłam komórkę na łóżko i zajrzałam do szafy. Chwilę się zastanawiałam aż w końcu wybrałam TO.
Przebrałam się, odświerzyłam, zrobiłam lekki make-up i zeszłam na dół. Pożegnałam się z mamą i wyszłam na dwór. Niall już tam stał opierając się plecami o latarnie.
- No hej. - przywitałam się
- Hej, idziemy?
- Jasne.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Zawsze mieliśmy o czym gadać i nigdy nam się razem nie nudziło. To był wielki "+" naszej przyjaźni.
Gdy doszliśmy do Mc Donald'a usiadłam przy stole na zewnątrz lokalu. Słońce fajnie grzało więc wystawiłam twarz w stronę padających promieni.
W tym momencie obok mnie przeszedł jakiś zakapturzony chłopak. Pomyślałam, że to dziwne zwarzywszy na dzisiejszą piękną pogode. Nagle zakapturzony zabrał moją torebke ze stołu. Szybko zareagowałam i zaczęłam się z nim szarpać. Wtedy z lokalu wyszedł Niall. Chciał mi pomóc ale już było za późno. Nieznajomy wyciągnął nóż i przejechał mi nim po brzuchu. Poczułam przeszywający ból. Upadłam na ziemię. Niall podbiegł do mnie i wyciągnął komórke by zadzwonić po pogotowie. Złodziej uciekł razem z moją torebką. Potem słyszałam tylko dźwięk jadącej karetki i głos Niall'a mówiący "wszystko będzie dobrze".
[Włącz To]
*Perspektywa Nialla*
Lekarze pozwolili mi pojechać razem z Vicky. Cały czas powtarzałem jej "wszystko będzie dobrze".
Gdy dojechaliśmy do szpitala, lekarze szybko zabrali Victorię do sali operacyjnej. Mi kazali czekać. Tak więc zrobiłem. W tym czasie zadzwoniłem do mamy Vicky. Niestety nie mogła od razu przyjechać. Powiedziała, że przyjedzie najszybciej jak będzie mogła. Nie mogła się teraz zwolnić z pracy. Tori często mi opowiadała, że jej mama nie ma dla niej czasu bo musi pracować. Pracuje także w wakacje. Nawet gdy jej córka leży w szpitalu, dla niej ważniejsza jest praca. Po kilku godzinach z sali wyszedł lekaż. Nic nie chciał mi powiedzieć. Gdy spytałem się pielęgnierki co się stało ta odpowiedziała mi "Tak mi przykro". Nie miałem pojęcia o co chodzi. Może nie. Może po prostu nie mogłem uwierzyć w to co zaraz może mi ktoś powiedzieć. Po kilku minutach z sali wyszedł kolejny lekarz. Od razu do mnie podszedł.
- Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? Co się stało? - pytałem ze łzami w oczach.
- Nie udało mi się uratować pana dziewczyny. Bardzo mi przykro. Za chwilę bedzie pan mógł się pożegnać.
Po tych słowach usiadłem na krześle, zwinąłem się w kłębek i zacząłem płakać jak małe dziecko. Najgorsze jest to, że nie zdążyłem jej powiedzieć co do niej czuję. Od tak dawna to ukrywałem. Właściwie od kiedy się poznaliśmy. Miłość od pierwszego wejrzenia. Tyle razy chciałem jej to wyjawić, ale się bałem. Bałem się, że ona nie odwzajemni moich uczuć, a to zniszczyłoby naszą przyjaźń. Po kilku minutach wstałem i poszedłem się pożegnać. Gdy wszedłem do sali, pielęgnierki sprzątały przybory. Vicki lezała przykryta szpitalną kołdrą. Usiadłem na krześle, które stało obok łóżka i złapałem za jej lodowatą rękę. Znowu zacząłem płakać. Płakałem dobre 30 minut, aż mnie lekarz wyprosił. Wyszedłem z sali i zobaczyłem mamę Tori. Podszedłem do niej dalej płacząc. Od razu wiedziała, że nie mam dla niej dobrych wieści. Przytuliła mnie do sebie i także się rozpłakała. Gdy się uspokoiliśmy odwiozła mnie do domu. Powiedziała, że teraz musi jechać załatwić wszystkie sprawy związane z pogrzebem i da mi znać kiedy pochowamy Vicky. Gdy wszedłem do domu mama zauważyła, że coś się stało. Powiedziałem, że właśnie popełniłem największy błąd mojego życia. Mówiąc to miałem na myśli, że nie wyznałem Tori moich uczuć do niej gdy jeszcze była na tym świecie. Potem poszedłem do pokoju i kolejny raz tego dnia rozpłakałem się. Zmęczony dniem i płaczem zasnąłem.
*Tydzień później*
Dzisiaj jest dzień pogrzebu Victorii. Obiecałem sobie, że będe silny i nie będe płakać. Wiedziałem, że Vicky nie chciałaby żebym płakał, ale wbrew mojej woli łzy cały czas leciały. Nie potrafiłem zachamować słonych strumieni płynących po moich policzkach.
*Rok później*
"Minął równy rok od twojej śmierci. Nie mogę tak dalej żyć. Codzinnie o tobie myśle, śnisz mi się każdej nocy. Kocham Cię. Bardzo żałuję tego co się stało, ale teraz już nic nie da się zrobić. Gdybym mógł cofnąć czas, nie wysłałbym SMS-a, nie poszlibyśmy do Mc Donalda. Nadal byś żyła. Po twojej śmierci załamałem się. Nic nie jest tak jak dawniej. Kiedyś się uśmiechałem, dzisiaj moja twarz wyraża smutek, jeden wielki smutek. Nie mogę bez Ciebie żyć. Dlatego dzisiaj to zmienię. Będziemy mogli być razem. W niebie. Będziemy szczęśliwi tak jak dawniej. Do zobaczenia tam na górze kochana. "
Odłożyłem długopis i poszedłem do łazienki. Z szafki wyciągnąłem żyletki. Wybrałem jedną, a reszte położyłem na zlewie. Usiadłem na podłodze opierając się plecami o ścianę. Spojrzałem na swoją rękę, a nastepnie na żyletkę. Obróciłem ją kilka razy w dłoni po czym zrobiłem na ręce pierwszą kreske. Poczułem lekki ból. Przyjemny ból. Przy następnych kreskach nie czułem już bólu, ale przyjemność, szczęście bo wiedziałem, że jestem coraz bliżej niej. Mojej miłości. Kreski tworzyły napis, a właściwie imię. Jej imię. Spojrzałem jeszcze jeden raz na napis. "Vicky". Już nie długo się spotkamy - pomyślełem po czym zasnąłem. Na zawsze.
sobota, 9 marca 2013
**Rozdział 13**
**Perspektywa Victorii**
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać, nasze usta już się prawie stykały, gdy nagle.....Połączyły się w jedność.
Niall świetnie całował. Nigdy nie spotkałam chłopaka, który całował równie cudownie jak on.
Teraz już byłam w 100% pewna, że jestem w nim zakochana.
Pocałunek przerwały pielęgniarki, które pchały łóżko. Za nimi szedł powoli Liam podtrzymywany przez Alice.
- Hej Vicky. Jak się czujesz? - spytała kuzynka.
- Już lepiej. Lek zaczyna działać i brzuch przestaje boleć. A co z tobą Liam?
- Nie jest źle. Już prawie normalnie chodzę. Noga jeszcze trochę boli, ale da się przeżyć.
Li położył się na łóżku i odetchnął z ulgą.
- Ale jak to się dokładnie stało?- spytał Liam
- Niall poszedł odnieść tace bo byliśmy w Mc Donaldzie. Wtedy podeszły do mnie jakieś dziewczyny i zaczeły sie na mnie wydzierać, że mam zostawić Nialla w spokoju bo on jest ich. Powiedziałam, że to jest nie porozumienie ale one powiedziały, że kłamię i jedna z dziewczyn, blondynka o ile dobrze pamiętam, rzuciła sie na mnie z nożem.
- Chyba jakieś chore psychicznie były te dziewczyny - powiedziała Alice spoglądając na Liama
- Tak, chyba tak, ale na szczęście nic poważnego sie Vicky nie stało.
- Nie, tylko mam szwy na brzuchu, ale juz lepiej. To co bedziemy robic?
- Zagrajmy w karty !- powiedział Niall
- Ok, ale skąd weźmiemy karty?
- Poczekajcie chwilę - powiedział blondynek i wyszedł z sali.
Po chwili przyszedł z kartami w ręku.
- Jak to zrobiłeś?
- Obok jest sala dla dzieci i sobie pożyczyłem. Dobra gramy.
**Perspektywa Harr'ego**
Zabrałem Alex do pobliskiego centrum handlowego. Chciałem jej kupić coś ładnego na Brit Awards. Nie wiedziała, że chcę ją zabrać. Weszliśmy do pierwszego sklepu z butami. Alex rozglądała się za balerinami ale ja patrzyłem na szpilki. Kazałem jej przymierzyć te. Wyglądała w nich cudownie.- Harry, ale po co mi te buty?
- nie podobaja ci sie? - spytał Harry
- Podobają, ale gdzie ja w nich bede chodzić?
- Poczekaj chwile. Kupię Ci je i wszystko wytłumaczę.
- Harry, nie kupuj mi ich, są za drogie.
- Weź przestań. Idę je kupić i koniec.
Mimo jej starań i tak kupiłem te buty.
Wyszliśmy ze sklepu.
- Podobają ci się buciki ?
- Pewnie, że tak, ale po co mi one ?
- Najpierw podziękuj - dała mi soczystego buziaka w usta.
- Dobra, a teraz gadaj po co mi one.
- No bo...... - przeciągałem.
- No bo co ?
- No wiesz, że nie długo będzie Brit Awards, prawda? - kiwnęła głową na tak - No i chciałem żebyś poszła ze mną.
- Harry ale ja...
- Proszę zrób to dla mnie - przerwałem jej.
- No dobrze
Potem weszliśmy do sklepu z ubraniami. Wybrałem jej tą sukienkę. Alex poszła do przymierzalni.Kiedy wyszła zamurowało mnie.
- I jak ?
- Prześlicznie muszę ci ją kupić
- Nie, nie, ja ją sobie kupie. Wystarczy mi, że kupiłeś mi buty.
- No to co? I tak Ci ją kupię.
- Nie, nie kupisz.
- Dobra chodź do kasy. Alex się przebrała i stanęliśmy w kolejce. Jest taką kruszynka. Kiedy koło niej stoję to dosięga mi do ramienia. Nie wyobrażam sobie jej wyższej ode mnie. Gdy już pani skasowała sukienkę Alex zaczęła wyciągać portfel z torebki, lecz ją wyprzedziłem i podałem kasjerce kartę.
- Foch - powiedziała Alex kiedy zorientowała się, że już zapłaciłem.
Cały czas trzymałem ją za rękę. Wyszliśmy ze sklepu i udaliśmy się do kawiarni. Całą drogę Alex nie odzywała się do mnie. Usiedliśmy przy 2- osobowym stoliku.
- Czemu się do mnie nie odzywasz?
- Dobrze wiesz czemu.
- Ojj no przepraszam- zrobiłem minę zbitego psiaka
- Dobra wybaczam ci, ale trochę mi głupio kiedy płacisz za mnie. Sama też mam pieniądze.
- Ale ja bardzo lubię kupować różne rzeczy. A juz zwłaszcza takiej pięknej dziewczynie jak ty.
- Cieszę się, że lubisz bo mało chłopaków lubi chodzić z dziewczynami po sklepach i nie zabraniam Ci tego. Możesz chodzić ze mną i mi doradzać, ale nie płać za mnie.
- No dobrze, przepraszam. Buziak na zgodę? - zaproponowałem.
- Jasne - powiedziała i namiętnie ją pocałowałem.
Wypiliśmy kawę, pochodziliśmy jeszcze po różnych sklepach i wróciliśmy do szpitala ponieważ było juz po 19 a zanim dojedziemy będzie w pół do 20.
Gdy podjechaliśmy pod szpital dostałem SMS-a od Liam'a, że jest w sali 67.
Weszliśmy do sali.
- Vicki? A co ty tutaj robisz? - zdziwiłem się.
- Fanka ją zaatakowała nożem i ma szwy na brzuchu. - odpowiedział Niall na moje pytanie.
- O mój Boże ! - powiedziała przerażona Alex.
- Dwie osoby w szpitalu jednego dnia.
- Ale ja dzisiaj wychodzę - powiedział uśmiechnięty Liam
- Taa ale ja mogę wyjść dopiero jutro - powiedziała smutna w porównaniu z Liamem Vicky
- A może poprosimy żeby Vicki mogła już dzisiaj wyjść? - zaproponował Nialler
- Zawsze można spróbować.- dodała Alice
- To ja pójdę - powiedziałem - Mam już w tym wprawę.
Poszedłem do recepcji. Za ladą nie stała już ta sama dziewczyna co wtedy. Ta była o wiele starsza. Wiedziałem, że będzie trudniej niż z poprzednią, ale postanowiłem, że chociaż spróbuję.
Po rozmowie z lekarką wróciłem do sali.
- I co? - spytali wszyscy
- Niestety ale Vicky musi tu zostać chociaż do jutra.
- Ugh - westchnęła Tori.
- O 10 będziemy mogli cię zabrać.
- Nienawidzę szpitali - powiedziała ze łzami w oczach.
- Czemu? Co się stało? - spytałem
- Kiedyś jak miałam astmę byłam w szpitalu. Nagle zaczęłam się dusić i chociaż w mojej sali była pielęgniarka to nic nie zrobiła. Nawet nic nie zauważyła bo była zajęta czytaniem gazety. Na szczęście akurat wszedł lekarz i dzięki niemu jeszcze żyję. Teraz mam po prostu złe wspomnienia ze szpitalem.
- Zostanę z tobą jeśli chcesz. - powiedział Niall.
- Dzięki.
Zostaliśmy z Vicky i Niallem do 20 bo potem Liam wychodził. Po 20 pożegnaliśmy się.
- A może byśmy przyjechali do nich aby im towarzystwa dotrzymać? - zaproponowała Alex
- Misu jestem zmęczony
- No to ty pojedziesz do domu, a ja zostanę.
- No dobra przyjadę z tobą tylko pojedziemy do domu, umyjemy się i przyjedziemy ok?
- Dzięki - dała mi buziaka w policzek
- Ejj co to miało być? Chcę w usta.
- Dobrze ale w domu bo tutaj sie ta pielęgniarka na nas patrzy.
- No i ?? Wstydzisz się mnie?
- Pewnie, że nie ale dostaniesz w domu.
Wyszliśmy ze szpitala i pojechaliśmy do domu. Podczas podróży Liam ciągle opowiadał nam kawały. Harry ledwo jechał. Kiedy podjechaliśmy pod dom powiedzieliśmy Liamowi i Alice, że Pojedziemy do Tori i Niallera
- To wpadnij po mnie za 30 minut - powiedziała Alice
- Ok.
- Liam, a ty też jedziesz ?- zapytałem
- Nie, ja chyba zostanę.
- Ja też nie jade. Zostanę z nim - powiedziała Alice
**Perspektywa Alex**
Weszłyśmy do domu. Ciocia siedziała na kanapie w salonie i oglądała telewizję.
- Hej ciociu - powiedziałyśmy
- Hej, a gdzie i Vicky? - spytała
O cholera zapomniałam zadzwonić do cioci.
- Vicky jest... w szpitalu - powiedziała Alice
- Co się z nią stało? - spytała przerażona ciocia.
- No bo fanki na nią napadły i przecięły jej brzuch nożem.
- Co?! I ty mi to dopiero teraz mówisz ?!
- Wiem, przepraszam ciociu. Właśnie wracamy od niej ze szpitala i razem z Harrym przyjechaliśmy się wykąpać i jechać do niej.
- Jadę z wami
- Dobrze, skoro chcesz. Tylko się wykąpie i przebiorę.
- A ty Alice jedziesz na nami? - spytała ciocia
- Nie, ja zostane i pójdę do Liama bo zranił sie poważnie w noge
- Dobrze
- To my pójdziemy na górę
Poszłyśmy do pokoju wykąpałam sie i ubrałam to. Pożegnałam sie z Alice i zeszłam na dół. Ciocia już była ubrana.Wyszłyśmy przed dom Harry już siedział w samochodzie. Wsiadłyśmy razem z ciocią.
- Dzień Dobry - powiedział Harry
- Cześć Harry
[...]
Weszliśmy do sali gdzie była Vicky.
- Cześć kochanie i jak tam się czujesz? - spytała ciocia podchodząc do Vicky łapiąc ja za rekę.
- Dobrze ciociu
- Kiedy wychodzisz?
- Jutro o 10.
- Przyjechać po ciebie? - spytała troskliwie
- Nie trzeba. Odwiozę ją - powiedział Niall
- Dobrze to ja juz pójdę. Harry odwieziesz mnie
- Dobrze, chodźmy
Kiedy wyszli usiadłam na jej łóżku.
- Po co przyjechaliście?- spytał Niall
- Ona nie jest tylko twoja farbowany
- Jest i koniec - powiedział uśmiechając się
- Na ile zostaniecie ? - zapytała Vicky
- Myślę, że gdzieś do 22 bo potem nas z sali wygonią.
- No dobrze to mamy 2 godziny
- A co będziemy robić ?
- Nie wiem, ale mam pomysł. Tylko, że mam do Ciebie prośbę Niall .
- Ok o co chodzi?
- Mam damską sprawę do załatwienia
- A już kumam.
- Więc pójdziesz kupić mi kawę
- Już idę
Kiedy Niall wyszedł od razu zaczęłam
- O czym chciałaś porozmawiać?
- Więc chodzi o to, że....
- Więc chodzi o to, że....
********************************************************************************
Przybywamy z 13 rozdziałem!
Mamy nadzieje ze sie podobał.
Nikt się nie spodziewał, że się pocałują. ^^Dziękujemy za wszystkie komentarze i za ponad 4100 odwiedzin <3
Jesteśmy pod wielkim wrażeniem bo dwa dni temu bylo około 3900.
Trochę nas zmartwiło, że na ankiecie 7 osób zagłosowało na "beznadziejne najlepiej to skonczyc :'("
Szkoda że nie którzy tak myślą. Jest nam przykro z tego powodu. No ale trudno postaramy sie jeszcze lepiej pisać.
Przybywamy z 13 rozdziałem!
Mamy nadzieje ze sie podobał.
Nikt się nie spodziewał, że się pocałują. ^^Dziękujemy za wszystkie komentarze i za ponad 4100 odwiedzin <3
Jesteśmy pod wielkim wrażeniem bo dwa dni temu bylo około 3900.
Trochę nas zmartwiło, że na ankiecie 7 osób zagłosowało na "beznadziejne najlepiej to skonczyc :'("
Szkoda że nie którzy tak myślą. Jest nam przykro z tego powodu. No ale trudno postaramy sie jeszcze lepiej pisać.
A to dla was nasi kochani chłopcy
piątek, 1 marca 2013
**Rozdział 12**
** Perspektywa Harrego **
Gdy Alex skończyła rozmawiać znów zaczęła mnie gonić. W końcu odpuściła i usiadła na koc. Nagle po raz drugi zadzwonił jej telefon.Kiedy odebrała zrobila się blada jak ściana.
- Co jest? - podbiegłem do niej jak najszybciej
- Liam'owi coś sie stało. Szybko jedziemy do nich
- Ale gdzie oni do cholery są - przeraziłem się
- Alice mówiła mi, że są na drugim końcu jeziora. Podobno na przeciwko nas.
- Czekaj. Widzę ich, Alice do nas macha.
Szybko spakowaliśmy ręczniki do toreb. Weszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Jechałem jak najszybciej się dało. Alex próbowała sie dodzwonić do Alice, ale ona nie odbierała. Dotarliśmy po 5 minutach.
- Tędy. Alice mi mówiła że mamy przejść przez dziurę w żywopłocie - powiedziała Alex nadal blada.
Biegliśmy ile sił w nogach. To co zobaczyłem przeraziło mnie. Liam sam siedział na pomoście a nogę miał całą we krwi.
- Co się stało?! - podbiegła do niego Alex opatrując mu nogę, ale ja cały czas stałem jak wryty.
- Belka z pomostu połamała się i wpadłem w dziurę. Niestety było tam bardzo dużo wystających drzazg i mi poraniło nogę.
- Omg, ale gdzie jest Alice?
- Poszła złapać zasięg i zadzwonić po karetkę, bo tu coś zakłócało .
- Dobra idziemy, Harry! Co tak stoisz? Chodź, pomóż nam- krzyczała na mnie Alex.
- A możesz chodzić ? - zapytałem z nadzieją, że powie tak.
- Ledwo, ale mogę
Podbiegłem do niego i pomogłem mu iść do parku bo tam pewnie jest Alice z karetką, taką miałem nadzieję. Na szczęście intuicja mnie nie zawiodła. Alice stała przed nami z karetką.
- Panowie proszę go zabrać nie może chodzić- powiedziałem do lekarzy który przyszli z noszami.
- Przepraszam, a możemy jechać z wami ?- zapytała Alice
- Niestety nie
Alice tak się zdenerwowała tym, że nie może jechać, że aż się czerwona zrobiła.
- Ale to mój chłopak - krzyknęła zdenerwowana.
- Przykro mi, ale w karetce jest za mało miejsca żeby was pomieścić. - powiedział lekarz.
- Alice, nie ma co się kłócić, pojedziemy moim.
Całą droge przejechaliśmy w milczeniu. Kiedy już zaparkowałem dziewczyny udały sie do recepcji, a ja usiadłem na krzesełkach czekając.
- Co jest? - podbiegłem do niej jak najszybciej
- Liam'owi coś sie stało. Szybko jedziemy do nich
- Ale gdzie oni do cholery są - przeraziłem się
- Alice mówiła mi, że są na drugim końcu jeziora. Podobno na przeciwko nas.
- Czekaj. Widzę ich, Alice do nas macha.
Szybko spakowaliśmy ręczniki do toreb. Weszliśmy do samochodu i odjechaliśmy. Jechałem jak najszybciej się dało. Alex próbowała sie dodzwonić do Alice, ale ona nie odbierała. Dotarliśmy po 5 minutach.
- Tędy. Alice mi mówiła że mamy przejść przez dziurę w żywopłocie - powiedziała Alex nadal blada.
Biegliśmy ile sił w nogach. To co zobaczyłem przeraziło mnie. Liam sam siedział na pomoście a nogę miał całą we krwi.
- Co się stało?! - podbiegła do niego Alex opatrując mu nogę, ale ja cały czas stałem jak wryty.
- Belka z pomostu połamała się i wpadłem w dziurę. Niestety było tam bardzo dużo wystających drzazg i mi poraniło nogę.
- Omg, ale gdzie jest Alice?
- Poszła złapać zasięg i zadzwonić po karetkę, bo tu coś zakłócało .
- Dobra idziemy, Harry! Co tak stoisz? Chodź, pomóż nam- krzyczała na mnie Alex.
- A możesz chodzić ? - zapytałem z nadzieją, że powie tak.
- Ledwo, ale mogę
Podbiegłem do niego i pomogłem mu iść do parku bo tam pewnie jest Alice z karetką, taką miałem nadzieję. Na szczęście intuicja mnie nie zawiodła. Alice stała przed nami z karetką.
- Panowie proszę go zabrać nie może chodzić- powiedziałem do lekarzy który przyszli z noszami.
- Przepraszam, a możemy jechać z wami ?- zapytała Alice
- Niestety nie
Alice tak się zdenerwowała tym, że nie może jechać, że aż się czerwona zrobiła.
- Ale to mój chłopak - krzyknęła zdenerwowana.
- Przykro mi, ale w karetce jest za mało miejsca żeby was pomieścić. - powiedział lekarz.
- Alice, nie ma co się kłócić, pojedziemy moim.
Całą droge przejechaliśmy w milczeniu. Kiedy już zaparkowałem dziewczyny udały sie do recepcji, a ja usiadłem na krzesełkach czekając.
**Perspektywa Alex**
Poszłyśmy do recepcji zapytać gdzie jest Liam. Recepcionistka i chyba też lekarka była bardzo młoda i prawdopodobnie znała 1D.
- Dzień dobry - powiedziałam
- Witam i słucham.
- Chciałyśmy się zapytać w jakiej sali przebywa teraz Liam Payne?
- Mam rozumieć, że jesteście z rodziny?
- Nie - powiedziała Alice
- Zdajecie sobię sprawę, że jest jednym z członków zespoły One Direction
- Tak - odpowiedziałyśmy razem - znamy ich
- Przykro mi dziewczyny ale fankom nie możemy udzielać informacji
- Nie jesteśmy fankami tam leży mój chłopak - powiedziała ze złością Alice.
- Ale dlaczego mam pani wierzyć ?
- Proszę nam podać numer sali - powiedziałam w miarę opanowanie
- Przepraszam ale nie
- Dobrze, proszę na mnie chwileczkę zaczekać - powiedziałam się uśmiechając się wrednie do lekarki.
Podeszłam do Harr'ego
- Hazz ona nam nie chce powiedzieć w jakiej sali leży Liam. Myśli, że jesteśmy fankami.
- To co ja mam zrobić?
- Wiesz co? Ona was zna, więc wystarczy, że ze mną teraz tam pójdziesz.
- Ok, chodź szybko.
Podeszliśmy do bladu.
- A teraz nam pani powie gdzie leży pan Payne czy może osądzi mnie pani, że jestem wariatką i porwałam Harrego żeby nam pani powiedziała- spytałam z nienawiścią i groźnym wyrazem twarzy - a może mam jeszcze po resztę zespołu zadzwonić hmm...?
- Przepraszam, teraz przebywa w sali 69.
- Dziękujemy - powiedziałam z sarkazmem i udaliśmy się pod salę.
Alice weszła do środka, a ja z Harrym usiedliśmy na krzesełkach.
- Umiesz być wredna- powiedział Hazz uśmiechając się do mnie i pokazując przy tym swoje przecudne dołeczki.
- Haha ucz się od najlepszych. Na co dzień taka nie jestem, ale gdy mnie ktoś wkurzy to zmieniam się nie do poznania. Nigdy chyba nie zapomnę miny tej lekarki gdy cię zobaczyła.
- Wyglądałaś podobnie gdy mnie zobaczyłaś wtedy w parku - powiedział Hazz obejmując mnie ramieniem
- Ejjj!!! Dzięki wielkie.
- Ale tak słodko - pocałował mnie w policzek.
- Ale tak słodko - pocałował mnie w policzek.
Z sali wyszła Alice
- Chodźcie do Liam'a - powiedziała.
- Już idziemy
Wstaliśmy i udaliśmy się do sali. Liam leżał na łóżku z nogą w bandażu.
- Hej stary, jak tam? - spytał Hazz
- Nie jest źle i nawet mogę chodzić. - odpowiedział na pytanie loczka.
- To dobrze - powiedziałam.
- A kiedy wychodzisz? - spytał Harry
- Szczerze to nie wiem. Alice rozmawiała z lekarzem
- Jutro. - powiedziała
- YY.... ale czujesz się dobrze ?- zapytałam
- No tak .
- I możesz chodzić?
- Tak
- Harruś ???
- Słucham? Co teraz wymyśliłaś ?
- A może poszedł byś razem ze mną albo beze mnie do tej lekarki co was tak lubi i byś z nią tak porozmawiał żeby Liam wyszedł troszkę wcześniej? - stałam bardzo blisko niego jak bym chciała go pocałować. Zaczął się zbliżać do moich ust, a wtedy ja się odsunełam - Nie ma tak łatwo. Jak załatwisz sprawę to ci dam buziaka.
- Już idę, ale to ma być taki soczysty buziak - powiedział i prawię pobiegł do recepcji.
Kilka minut potem Harry wbiegł do sali w której aktualnie przebywaliśmy
Kilka minut potem Harry wbiegł do sali w której aktualnie przebywaliśmy
- Załatwione. Wieczorem już będziemy Cię mogli zabrać.
- No to dobrze. Dzięki Alex. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie ma za co.
- A no właśnie Alex. Gdzie mój buziak? - spytał Hazza
- Ohh no juz ci daje - powiedzialam podchodząc do niego.
Pocałowaliśmy się namiętnie, a Alice i Liam zrobili "uuuuu". Zaśmialiśmy się i odsunęliśmy od siebie.
- No to teraz jest 14, a Liam bedzie mógł wyjść o 20. A teraz pytnie: Co będziemy przez ten czas robić? - zadał pytanie Harry
- Wy sobie gdzieś idźcie, a ja zostanę z Liam'em.
- No dobrze o wpół do 20 przyjedziemy po was.
- Ok, do zobaczenia.
Wyszliśmy z sali, a potem z budynku szpitala. |
- To co robimy? - spytałam tym razem ja
- Nie mam pojęcia. Może chodźmy do galerii handlowej?
- Czemu nie. Mi się ten pomysł bardzo podoba, ale czy tobie się nie będzie nudziło?
- Mną się nie przejmuj. Kupię Ci coś ładnego i pójdziemy do jakiejś kawiarenki, co ty na to?
- Ok no to prowadź.
- No to dobrze. Dzięki Alex. - uśmiechnął się do mnie.
- Nie ma za co.
- A no właśnie Alex. Gdzie mój buziak? - spytał Hazza
- Ohh no juz ci daje - powiedzialam podchodząc do niego.
Pocałowaliśmy się namiętnie, a Alice i Liam zrobili "uuuuu". Zaśmialiśmy się i odsunęliśmy od siebie.
- No to teraz jest 14, a Liam bedzie mógł wyjść o 20. A teraz pytnie: Co będziemy przez ten czas robić? - zadał pytanie Harry
- Wy sobie gdzieś idźcie, a ja zostanę z Liam'em.
- No dobrze o wpół do 20 przyjedziemy po was.
- Ok, do zobaczenia.
Wyszliśmy z sali, a potem z budynku szpitala. |
- To co robimy? - spytałam tym razem ja
- Nie mam pojęcia. Może chodźmy do galerii handlowej?
- Czemu nie. Mi się ten pomysł bardzo podoba, ale czy tobie się nie będzie nudziło?
- Mną się nie przejmuj. Kupię Ci coś ładnego i pójdziemy do jakiejś kawiarenki, co ty na to?
- Ok no to prowadź.
**Perspektywa Vicky**
Gdy Alice wyszła, na dół zeszła ciocia.
- Cześć Vicky - powiedziała
- Hej ciociu. Zrobić ci śniadanie? - spytałam
- Możesz zrobić, dziękuję.
- Jajecznica ci odpowiada?
- Cześć Vicky - powiedziała
- Hej ciociu. Zrobić ci śniadanie? - spytałam
- Możesz zrobić, dziękuję.
- Jajecznica ci odpowiada?
- Tak
Wstałam od stołu i zaczęłam robić śniadanie dla cioci.
- A gdzie są dziewczyny? - spytała nagle.
- Alice wyszła z Liam'em, a Alex z Harry'm.
- A ty?
Wstałam od stołu i zaczęłam robić śniadanie dla cioci.
- A gdzie są dziewczyny? - spytała nagle.
- Alice wyszła z Liam'em, a Alex z Harry'm.
- A ty?
- Co ja?
- Też gdzieś idziesz?
- Tak
- Sama czy z kimś?
- Z Niall'em.
- Gdzie idziecie?
- Jeszcze nie wiem ale znając Niall'a to pewnie gdzieś, gdzie jest coś dobrego do jedzenia.
Gdy skończyłam, położyłam talerz przed ciocią.
- O której wczoraj wróciłyście? - spytała znowu.
- A co? - spytałam nie bardzo wiedząc czy powinnam jej mówić
- Czekałam na was do północy, ale zasnęłam.
- Wydaje mi się, że koło 1 byłyśmy w domu. Widziałyśmy, że zasnęłaś i Cię przykryłyśmy kocem.
- Właśnie się zdziwiłam, że mam na sobie koc. Obudziłam się o 6 rano i poszłam do łóżka.
- Ciociu, ja już muszę iść się przygotować bo nie długo przyjdzie Niall.
- Dobrze, idź.
Poszłam na górę. Otworzyłam swoją szafe i powiedziałam do siebie "Co ja mam na siebie ubrać?"
W końcu padło na TO. Umalowałam się jeszcze lekko i poszłam na dół. Niall powinien zaraz przyjść.
Poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku porzeczkowego i usiadłam na kanapie w salonie. Wyciągnęłam komórkę ze spodni i włączyłam facebook'a. Jak to dobrze mieć na komórce internet. Miałam kilka nowych powiadomień, ale zanim zdążyłam zobaczyć choć jedno, po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyłam szklankę na stolik, komórkę schowałam z powrotem do kieszeni i poszłam otworzyć. Nie myliłam się, był to Niall.
- Hej mała
- Po pierwsze hej, a po drugie nie jestem mała. - Niall pocałował mnie w policzek na przywitanie. Trochę się zdziwiłam ale nie ukrywam, podobało mi się to.
- Poczekasz chwile? Pójdę tylko zanieść szklankę do kuchni i możemy iść.
- Ok.
Poszłam do salonu po szklankę i włożyłam ją do zlewu. Wróciłam do Niall'a, ubrałam buty i wyszliśmy z domu.
- To gdzie idziemy? - spytałam
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Jakoś o tym nie pomyślałem.
- Hmmm.... Wiem. Skoro oboje lubimy jeść to chodźmy do Mc Donald'a.
- A nie wolisz do Nando's?
- A co jest bliżej, bo po wczorajszej imprezie strasznie mnie nogi bolą.
- Mc Donald.
- To idziemy?
- Ok. Chodź. Ja prowadzę.
- No raczej. Jakbym ja miała prowadzić to byśmy doszli na drugi koniec miasta.
Podróż minęła nam miło przy ciągłej rozmowie. Ani na chwilę nie nastała cisza.
Wreszcie doszliśmy na miejsce. Nie powiem trochę daleko było.
- To ty poczekaj, a ja pójdę zamówić. Usiądziemy chyba na zewnątrz bo jest ładna pogoda, prawda?
- Taak, bardzo ciepło dzisiaj jest.
- Ciepło? Chyba gorąco. No nie ważne. Co ci wziąść?
- Cheeseburgera, Twistera, Mc Nuggets, ziemniaczki i dużą coca cole.
- WoW rzeczywiście dużo jesz.
- No wiem.
Niall poszedł po jedzenie. Wrócił jakieś 10 minut potem.
- Przepraszam ale była długa kolejka bo dzieci z jakiejś szkoły przyjechały.
- Nic się nie stało. - powiedziałam i popatrzylam na jedzenie, które Niall zamówił dla siebie - WoW, a ty mówiłeś, że to ja dużo zamawiam dużo. Zamówiłeś sobie 2 razy tyle co ja. - mówiłam z niedowierzeniem.
- No to smacznego - powiedział i zaczęliśmy jeść.
Gdy skończyliśmy, Niall poszedł wyrzucić opakowania i odnieść tacę.
Gdy tylko Niall zniknął mi z oczu podeszly do mnie trzy dziewczyny.
- Odwal się od Niall'a - krzyknęła blondynka
- On jest nasz. - powiedziała druga z włosami koloru czarnego.
- Radzę Ci z nim zerwać bo inaczej źle się to dla Ciebie skończy. - dołączyła trzecia brunetka.
- Ale ja nawet z nim nie jestem - powiedziałam spokojnie. Chociaż wyglądały dosyć groźnie nie bałam się ich.
- Nie kłam! - Wrzasnęła pierwsza
- Wiemy, że jesteście razem. Po prostu się ukrywacie ze swoim związkiem, ale my go odkryłyśmy.
- Ale dziewczyny, ogarnijcie się. Ja nie jestem z Niall'em. Nawet jakbym chciała z nim być to to jest po prostu nie możliwe bo po pierwsze jestem brzydka, a po drugie jestem przecież normalną dziewczyną.
- Kłamiesz! - krzyknęła blondynka i rzuciła się na mnie. Dopiero wtedy zauważyyłam, że w ręku trzyma nóż.
- Vicki! - Krzyknął wystraszony Niall.
Pędem ruszył w moją stronę. Ja nadal stałam w miejscu. Niall odepchnął blondynkę, a ona upadła na ziemię. Niestety zdążyła przeciąć mi nożem koszulkę. Pomyślałam sobię "ohh moja nowa koszulka" i w tym momęcie spojrzałam się w miejsce przeciecia. Zauważyłam tam także krew i dopiero wtedy poczułam przeszywający ból brzucha. Upadłam na ziemię. Niall do mnie podbiegł.
- Vicky nie martw sie wszystko bedzie dobrze. Już dzwonie po karetke i policje.
Po pięciu minutach przyjechała policja, a zaraz później karetka. Położyli mnie na noszach i zabrali do karetki. Niall'owi pozwolili jechać ze mną. Dali mi lek usypiający. Niall cały czas siedział koło mnie i trzymał mnie za rękę powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Potem zasnęłam.
***
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Zgaduję, że to szpital. Po mojej lewej siedział Niall z opuszczoną głową.
Po chwili podniósł głowę i lekko się do mnie uśmiechnął.
- Hej. Jak się czujesz?
- Trochę lepiej, ale nadal boli mnie brzuch.
- Przepraszam.
- Za co? Niall to przecież nie twoja wina, że masz jakieś psychofanki.
- To były moje fanki?
- Tak. Myślały, że jesteśmy razem, ale proszę Cię nie obwiniaj się za to bo to nie twoja wina tylko moja.
- Twoja? Przecież to ani trochę nie jest twoja wina.
- Ale Niall, jakbyś tam poszedł sam, a nie ze mną to by się nic nie stało.
- Ale to ja Cię zaprosiłem.
- A ja się zgodziłam.
W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- Dzień dobry - powiedział
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy
- Jak tam pańska narzeczona? - spytał Niall'a
- Co? - zdziwiłam się
- Już lepiej, prawda? - spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym, że mam być cicho.
- Tak, trochę lepiej, ale brzuch mnie strasznie boli.
- Dobrze, zaraz powiem pielęgniarce aby dała pani lek przeciw bólowy
- Dziękuję - powiedziałam. Lekarz tylko skinął głową i wyszedł.
- A teraz się tłumacz - spojrzałam na Niall'a wzrokiem zabójcy.
- No bo bym nie mógł z tobą w karetce pojechać.
- Ohh nie ważne. Gdzie ta pielęgniarka?
- Aż tak Cię boli?
- Tak. Nawet nie wiesz jak bardzo. Mam wrażenie jakby mi coś brzuch rozrywało od środka.
- To pewnie przez szwy. Jeszcze raz przepraszam.
- Niall obiecuję Ci, że jeśli nie przestaniesz się obwiniać to się na Ciebie obrażę.
- Dobrze już siedzę cicho - powiedział opuszczając głowę.
Do sali weszła pielęgniarka ze strzykawką, której zawartość wlała do kroplówki.
- Po 10 minutach ból powinien przejść.
- Przepraszam, a kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
- Już niedługo za jakieś 2 dni kiedy rany sie oczywiście zagoją jak nie to może pani zostać nawet tydzień.
- Tydzień?!- spytał Niall z miną strasznie załamaną.
- Jeśli pani i tak wyjdzie proszę się oszczędzać i jak najwięcej leżeć. Ale teraz musi pani zostać pod kroplówką.
- Dobrze dziękujemy- powiedział Niall
Pielęgniarka wyszła kiedy nagle zadzwonił telefon Nialla. Był to chyba Liam tak mi sie zdaje. Po rozmowie Niall wyszedł bez słowa. Kiedy wrócił uśmiechał sie od ucha do ucha.
- I z czego sie tak cieszysz ?!
- Liam jest w szpitalu i ....
- I... co sie mu stało mam nadzieje ze nic powaznego
- I jest 2 sale dalej. Miał nogę w bandażu ale chyba nic poważnego.
- To czemu sie uśmiechałeś?!\
- bo zaraz przeniosą go do twojej sali ;D\
- O fajnie! Nie będę samotna.
- Ejj! A ja to co.
- No ale chodzi mi o to ze poszkodowana- zaśmiałam sie i poczułam straszny ból chociaż miałam znieczulenie.
- Nic ci nie jest?
- Nie spokojnie. To kiedy go przyniosą?
- Zaraz powinien byc. Jest też Alice. Cał dzień siedzi przy Liam'ie więc będziecie sobie mogły pogadać o babskich sprawach, a my z Liam'em o męskich.
- No dobra.
- A i jeszcze jedno. Liam już o 20 wychodzi więc tylko na chwilę tu będzie.
- A która teraz jest godzina?
- Jest 17. Ale ja zostanę stobą do jutra.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
- A gdzie będziesz spał?
- Po Liam'ie się zwolni łóżko więc będe na nim spał.
- Dziękuję Ci. - powiedziałam.
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać nasze usta już się prawie stykały, gdy nagle.....
*********************************************************************************
No Hej! Przybywamy z rozdziałem 12.
Dwie osoby jednego dnia w szpitalu. Mamy nadzieję że się wam podobał rozdział. Ciekawe co się stanie ? Jak myślicie, pocałują się czy nie? Piszcie jakie jest wasze zdanie.
Dziękujemy za odwiedziny i komentarze.
No to do następnego ;)
- Też gdzieś idziesz?
- Tak
- Sama czy z kimś?
- Z Niall'em.
- Gdzie idziecie?
- Jeszcze nie wiem ale znając Niall'a to pewnie gdzieś, gdzie jest coś dobrego do jedzenia.
Gdy skończyłam, położyłam talerz przed ciocią.
- O której wczoraj wróciłyście? - spytała znowu.
- A co? - spytałam nie bardzo wiedząc czy powinnam jej mówić
- Czekałam na was do północy, ale zasnęłam.
- Wydaje mi się, że koło 1 byłyśmy w domu. Widziałyśmy, że zasnęłaś i Cię przykryłyśmy kocem.
- Właśnie się zdziwiłam, że mam na sobie koc. Obudziłam się o 6 rano i poszłam do łóżka.
- Ciociu, ja już muszę iść się przygotować bo nie długo przyjdzie Niall.
- Dobrze, idź.
Poszłam na górę. Otworzyłam swoją szafe i powiedziałam do siebie "Co ja mam na siebie ubrać?"
W końcu padło na TO. Umalowałam się jeszcze lekko i poszłam na dół. Niall powinien zaraz przyjść.
Poszłam do kuchni. Nalałam sobie soku porzeczkowego i usiadłam na kanapie w salonie. Wyciągnęłam komórkę ze spodni i włączyłam facebook'a. Jak to dobrze mieć na komórce internet. Miałam kilka nowych powiadomień, ale zanim zdążyłam zobaczyć choć jedno, po domu rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyłam szklankę na stolik, komórkę schowałam z powrotem do kieszeni i poszłam otworzyć. Nie myliłam się, był to Niall.
- Hej mała
- Po pierwsze hej, a po drugie nie jestem mała. - Niall pocałował mnie w policzek na przywitanie. Trochę się zdziwiłam ale nie ukrywam, podobało mi się to.
- Poczekasz chwile? Pójdę tylko zanieść szklankę do kuchni i możemy iść.
- Ok.
Poszłam do salonu po szklankę i włożyłam ją do zlewu. Wróciłam do Niall'a, ubrałam buty i wyszliśmy z domu.
- To gdzie idziemy? - spytałam
- Szczerze? Nie mam pojęcia. Jakoś o tym nie pomyślałem.
- Hmmm.... Wiem. Skoro oboje lubimy jeść to chodźmy do Mc Donald'a.
- A nie wolisz do Nando's?
- A co jest bliżej, bo po wczorajszej imprezie strasznie mnie nogi bolą.
- Mc Donald.
- To idziemy?
- Ok. Chodź. Ja prowadzę.
- No raczej. Jakbym ja miała prowadzić to byśmy doszli na drugi koniec miasta.
Podróż minęła nam miło przy ciągłej rozmowie. Ani na chwilę nie nastała cisza.
Wreszcie doszliśmy na miejsce. Nie powiem trochę daleko było.
- To ty poczekaj, a ja pójdę zamówić. Usiądziemy chyba na zewnątrz bo jest ładna pogoda, prawda?
- Taak, bardzo ciepło dzisiaj jest.
- Ciepło? Chyba gorąco. No nie ważne. Co ci wziąść?
- Cheeseburgera, Twistera, Mc Nuggets, ziemniaczki i dużą coca cole.
- WoW rzeczywiście dużo jesz.
- No wiem.
Niall poszedł po jedzenie. Wrócił jakieś 10 minut potem.
- Przepraszam ale była długa kolejka bo dzieci z jakiejś szkoły przyjechały.
- Nic się nie stało. - powiedziałam i popatrzylam na jedzenie, które Niall zamówił dla siebie - WoW, a ty mówiłeś, że to ja dużo zamawiam dużo. Zamówiłeś sobie 2 razy tyle co ja. - mówiłam z niedowierzeniem.
- No to smacznego - powiedział i zaczęliśmy jeść.
Gdy skończyliśmy, Niall poszedł wyrzucić opakowania i odnieść tacę.
Gdy tylko Niall zniknął mi z oczu podeszly do mnie trzy dziewczyny.
- Odwal się od Niall'a - krzyknęła blondynka
- On jest nasz. - powiedziała druga z włosami koloru czarnego.
- Radzę Ci z nim zerwać bo inaczej źle się to dla Ciebie skończy. - dołączyła trzecia brunetka.
- Ale ja nawet z nim nie jestem - powiedziałam spokojnie. Chociaż wyglądały dosyć groźnie nie bałam się ich.
- Nie kłam! - Wrzasnęła pierwsza
- Wiemy, że jesteście razem. Po prostu się ukrywacie ze swoim związkiem, ale my go odkryłyśmy.
- Ale dziewczyny, ogarnijcie się. Ja nie jestem z Niall'em. Nawet jakbym chciała z nim być to to jest po prostu nie możliwe bo po pierwsze jestem brzydka, a po drugie jestem przecież normalną dziewczyną.
- Kłamiesz! - krzyknęła blondynka i rzuciła się na mnie. Dopiero wtedy zauważyyłam, że w ręku trzyma nóż.
- Vicki! - Krzyknął wystraszony Niall.
Pędem ruszył w moją stronę. Ja nadal stałam w miejscu. Niall odepchnął blondynkę, a ona upadła na ziemię. Niestety zdążyła przeciąć mi nożem koszulkę. Pomyślałam sobię "ohh moja nowa koszulka" i w tym momęcie spojrzałam się w miejsce przeciecia. Zauważyłam tam także krew i dopiero wtedy poczułam przeszywający ból brzucha. Upadłam na ziemię. Niall do mnie podbiegł.
- Vicky nie martw sie wszystko bedzie dobrze. Już dzwonie po karetke i policje.
Po pięciu minutach przyjechała policja, a zaraz później karetka. Położyli mnie na noszach i zabrali do karetki. Niall'owi pozwolili jechać ze mną. Dali mi lek usypiający. Niall cały czas siedział koło mnie i trzymał mnie za rękę powtarzając, że wszystko będzie dobrze. Potem zasnęłam.
***
Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu. Zgaduję, że to szpital. Po mojej lewej siedział Niall z opuszczoną głową.
Po chwili podniósł głowę i lekko się do mnie uśmiechnął.
- Hej. Jak się czujesz?
- Trochę lepiej, ale nadal boli mnie brzuch.
- Przepraszam.
- Za co? Niall to przecież nie twoja wina, że masz jakieś psychofanki.
- To były moje fanki?
- Tak. Myślały, że jesteśmy razem, ale proszę Cię nie obwiniaj się za to bo to nie twoja wina tylko moja.
- Twoja? Przecież to ani trochę nie jest twoja wina.
- Ale Niall, jakbyś tam poszedł sam, a nie ze mną to by się nic nie stało.
- Ale to ja Cię zaprosiłem.
- A ja się zgodziłam.
W tym momencie do sali wszedł lekarz.
- Dzień dobry - powiedział
- Dzień dobry - odpowiedzieliśmy
- Jak tam pańska narzeczona? - spytał Niall'a
- Co? - zdziwiłam się
- Już lepiej, prawda? - spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym, że mam być cicho.
- Tak, trochę lepiej, ale brzuch mnie strasznie boli.
- Dobrze, zaraz powiem pielęgniarce aby dała pani lek przeciw bólowy
- Dziękuję - powiedziałam. Lekarz tylko skinął głową i wyszedł.
- A teraz się tłumacz - spojrzałam na Niall'a wzrokiem zabójcy.
- No bo bym nie mógł z tobą w karetce pojechać.
- Ohh nie ważne. Gdzie ta pielęgniarka?
- Aż tak Cię boli?
- Tak. Nawet nie wiesz jak bardzo. Mam wrażenie jakby mi coś brzuch rozrywało od środka.
- To pewnie przez szwy. Jeszcze raz przepraszam.
- Niall obiecuję Ci, że jeśli nie przestaniesz się obwiniać to się na Ciebie obrażę.
- Dobrze już siedzę cicho - powiedział opuszczając głowę.
Do sali weszła pielęgniarka ze strzykawką, której zawartość wlała do kroplówki.
- Po 10 minutach ból powinien przejść.
- Przepraszam, a kiedy będę mogła wyjść ze szpitala?
- Już niedługo za jakieś 2 dni kiedy rany sie oczywiście zagoją jak nie to może pani zostać nawet tydzień.
- Tydzień?!- spytał Niall z miną strasznie załamaną.
- Jeśli pani i tak wyjdzie proszę się oszczędzać i jak najwięcej leżeć. Ale teraz musi pani zostać pod kroplówką.
- Dobrze dziękujemy- powiedział Niall
Pielęgniarka wyszła kiedy nagle zadzwonił telefon Nialla. Był to chyba Liam tak mi sie zdaje. Po rozmowie Niall wyszedł bez słowa. Kiedy wrócił uśmiechał sie od ucha do ucha.
- I z czego sie tak cieszysz ?!
- Liam jest w szpitalu i ....
- I... co sie mu stało mam nadzieje ze nic powaznego
- I jest 2 sale dalej. Miał nogę w bandażu ale chyba nic poważnego.
- To czemu sie uśmiechałeś?!\
- bo zaraz przeniosą go do twojej sali ;D\
- O fajnie! Nie będę samotna.
- Ejj! A ja to co.
- No ale chodzi mi o to ze poszkodowana- zaśmiałam sie i poczułam straszny ból chociaż miałam znieczulenie.
- Nic ci nie jest?
- Nie spokojnie. To kiedy go przyniosą?
- Zaraz powinien byc. Jest też Alice. Cał dzień siedzi przy Liam'ie więc będziecie sobie mogły pogadać o babskich sprawach, a my z Liam'em o męskich.
- No dobra.
- A i jeszcze jedno. Liam już o 20 wychodzi więc tylko na chwilę tu będzie.
- A która teraz jest godzina?
- Jest 17. Ale ja zostanę stobą do jutra.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
- A gdzie będziesz spał?
- Po Liam'ie się zwolni łóżko więc będe na nim spał.
- Dziękuję Ci. - powiedziałam.
Zaczęliśmy się do siebie zbliżać nasze usta już się prawie stykały, gdy nagle.....
*********************************************************************************
No Hej! Przybywamy z rozdziałem 12.
Dwie osoby jednego dnia w szpitalu. Mamy nadzieję że się wam podobał rozdział. Ciekawe co się stanie ? Jak myślicie, pocałują się czy nie? Piszcie jakie jest wasze zdanie.
Dziękujemy za odwiedziny i komentarze.
No to do następnego ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)



