Hej na początku chciałam przeprosić za to, że w weekend nie dodałyśmy rozdziału, ale ostatnio nas wena opuściła :(
W zamian za to napisałam dla was imagina. Dedykuje go mojej przyjaciółce Wiktorii :*.
Wymyśliłam go gdy pisałyśmy o tym jak Vicky była w szpitalu. Moim zdaniem imagin wyszedł do dupy. Nie tak go sobie wyobrażałam :/
Mimo to mam nadzieję, że nie jest aż tak zły. Czekam na waszą opinię w komentarzach ;) /Alice :*
*********************************************************************************
Z Niall'em przyjaźniłam się już pół roku. Od początku czułam jednak do niego coś więcej niż tylko przyjaźń. Zakochałam się. Jak nigdy dotąd. Niestety Niall chyba nie odwzajemniał tych uczuć. A przynajmniej mi się tak wydawało.
Były wakacje. Prawie codziennie się spotykałam z Niall'em. Teraz byłam w moim domu. Siedziałam w pokoju na parapecie i myślałam jak by to było być z Niall'em. Moje rozmyślenia przerwał dźwięk nowego SMS-a. Podniosłam komórkę. Na wyświetlaczu zobaczyłam, że dostałam wiadomość od Niall'a. Sprawdziłam co napisał. Po przeczytaniu uśmiechnęłam się do samej siebie.
"Spotkamy się dzisiaj? Stęskniłem się już. Niall xx"
"Jasne, gdzi pójdziemy? Vicky :*
"Co powiesz na McDonald?"
"Może być."
"Ok to za 15 min pod twoim domem. xx"
Odłożyłam komórkę na łóżko i zajrzałam do szafy. Chwilę się zastanawiałam aż w końcu wybrałam TO.
Przebrałam się, odświerzyłam, zrobiłam lekki make-up i zeszłam na dół. Pożegnałam się z mamą i wyszłam na dwór. Niall już tam stał opierając się plecami o latarnie.
- No hej. - przywitałam się
- Hej, idziemy?
- Jasne.
Szliśmy cały czas rozmawiając. Zawsze mieliśmy o czym gadać i nigdy nam się razem nie nudziło. To był wielki "+" naszej przyjaźni.
Gdy doszliśmy do Mc Donald'a usiadłam przy stole na zewnątrz lokalu. Słońce fajnie grzało więc wystawiłam twarz w stronę padających promieni.
W tym momencie obok mnie przeszedł jakiś zakapturzony chłopak. Pomyślałam, że to dziwne zwarzywszy na dzisiejszą piękną pogode. Nagle zakapturzony zabrał moją torebke ze stołu. Szybko zareagowałam i zaczęłam się z nim szarpać. Wtedy z lokalu wyszedł Niall. Chciał mi pomóc ale już było za późno. Nieznajomy wyciągnął nóż i przejechał mi nim po brzuchu. Poczułam przeszywający ból. Upadłam na ziemię. Niall podbiegł do mnie i wyciągnął komórke by zadzwonić po pogotowie. Złodziej uciekł razem z moją torebką. Potem słyszałam tylko dźwięk jadącej karetki i głos Niall'a mówiący "wszystko będzie dobrze".
[Włącz To]
*Perspektywa Nialla*
Lekarze pozwolili mi pojechać razem z Vicky. Cały czas powtarzałem jej "wszystko będzie dobrze".
Gdy dojechaliśmy do szpitala, lekarze szybko zabrali Victorię do sali operacyjnej. Mi kazali czekać. Tak więc zrobiłem. W tym czasie zadzwoniłem do mamy Vicky. Niestety nie mogła od razu przyjechać. Powiedziała, że przyjedzie najszybciej jak będzie mogła. Nie mogła się teraz zwolnić z pracy. Tori często mi opowiadała, że jej mama nie ma dla niej czasu bo musi pracować. Pracuje także w wakacje. Nawet gdy jej córka leży w szpitalu, dla niej ważniejsza jest praca. Po kilku godzinach z sali wyszedł lekaż. Nic nie chciał mi powiedzieć. Gdy spytałem się pielęgnierki co się stało ta odpowiedziała mi "Tak mi przykro". Nie miałem pojęcia o co chodzi. Może nie. Może po prostu nie mogłem uwierzyć w to co zaraz może mi ktoś powiedzieć. Po kilku minutach z sali wyszedł kolejny lekarz. Od razu do mnie podszedł.
- Niestety nie mam dobrych wieści.
- Jak to? Co się stało? - pytałem ze łzami w oczach.
- Nie udało mi się uratować pana dziewczyny. Bardzo mi przykro. Za chwilę bedzie pan mógł się pożegnać.
Po tych słowach usiadłem na krześle, zwinąłem się w kłębek i zacząłem płakać jak małe dziecko. Najgorsze jest to, że nie zdążyłem jej powiedzieć co do niej czuję. Od tak dawna to ukrywałem. Właściwie od kiedy się poznaliśmy. Miłość od pierwszego wejrzenia. Tyle razy chciałem jej to wyjawić, ale się bałem. Bałem się, że ona nie odwzajemni moich uczuć, a to zniszczyłoby naszą przyjaźń. Po kilku minutach wstałem i poszedłem się pożegnać. Gdy wszedłem do sali, pielęgnierki sprzątały przybory. Vicki lezała przykryta szpitalną kołdrą. Usiadłem na krześle, które stało obok łóżka i złapałem za jej lodowatą rękę. Znowu zacząłem płakać. Płakałem dobre 30 minut, aż mnie lekarz wyprosił. Wyszedłem z sali i zobaczyłem mamę Tori. Podszedłem do niej dalej płacząc. Od razu wiedziała, że nie mam dla niej dobrych wieści. Przytuliła mnie do sebie i także się rozpłakała. Gdy się uspokoiliśmy odwiozła mnie do domu. Powiedziała, że teraz musi jechać załatwić wszystkie sprawy związane z pogrzebem i da mi znać kiedy pochowamy Vicky. Gdy wszedłem do domu mama zauważyła, że coś się stało. Powiedziałem, że właśnie popełniłem największy błąd mojego życia. Mówiąc to miałem na myśli, że nie wyznałem Tori moich uczuć do niej gdy jeszcze była na tym świecie. Potem poszedłem do pokoju i kolejny raz tego dnia rozpłakałem się. Zmęczony dniem i płaczem zasnąłem.
*Tydzień później*
Dzisiaj jest dzień pogrzebu Victorii. Obiecałem sobie, że będe silny i nie będe płakać. Wiedziałem, że Vicky nie chciałaby żebym płakał, ale wbrew mojej woli łzy cały czas leciały. Nie potrafiłem zachamować słonych strumieni płynących po moich policzkach.
*Rok później*
"Minął równy rok od twojej śmierci. Nie mogę tak dalej żyć. Codzinnie o tobie myśle, śnisz mi się każdej nocy. Kocham Cię. Bardzo żałuję tego co się stało, ale teraz już nic nie da się zrobić. Gdybym mógł cofnąć czas, nie wysłałbym SMS-a, nie poszlibyśmy do Mc Donalda. Nadal byś żyła. Po twojej śmierci załamałem się. Nic nie jest tak jak dawniej. Kiedyś się uśmiechałem, dzisiaj moja twarz wyraża smutek, jeden wielki smutek. Nie mogę bez Ciebie żyć. Dlatego dzisiaj to zmienię. Będziemy mogli być razem. W niebie. Będziemy szczęśliwi tak jak dawniej. Do zobaczenia tam na górze kochana. "
Odłożyłem długopis i poszedłem do łazienki. Z szafki wyciągnąłem żyletki. Wybrałem jedną, a reszte położyłem na zlewie. Usiadłem na podłodze opierając się plecami o ścianę. Spojrzałem na swoją rękę, a nastepnie na żyletkę. Obróciłem ją kilka razy w dłoni po czym zrobiłem na ręce pierwszą kreske. Poczułem lekki ból. Przyjemny ból. Przy następnych kreskach nie czułem już bólu, ale przyjemność, szczęście bo wiedziałem, że jestem coraz bliżej niej. Mojej miłości. Kreski tworzyły napis, a właściwie imię. Jej imię. Spojrzałem jeszcze jeden raz na napis. "Vicky". Już nie długo się spotkamy - pomyślełem po czym zasnąłem. Na zawsze.
Według mnie masz wielki talent do tworzenia smutnych jednopartowców!Wychodzi ci naprawdę nieźle.
OdpowiedzUsuńi "+" za piosenkę.Jest świetna!Płacze się przy niej od samego słuchania czy patrzenia.
Pozdrawiam <3
No no, jestem pod wrażeniem ;)
OdpowiedzUsuńZabiję cie Alka. Co to masz z tymi smutnymi imaginami ! Rycze jek niemowle a za 10 minut mam dod Angielski ;\ I ta piosenka dobiła mnie całkowicie \ Alex
OdpowiedzUsuńProszę bardzo kochanie :* /Alice
UsuńHej tu Julenia, w końcu przeczytałam ten imagin. Serio masz talent do takich smutnych- imginów. :) Ty masz talent, Wika ma, tylko ja nie mam... :( No ale cóż, bardzo się wzruszyłam, końcówka mnie dobiła ;'(((( Pozdrawiam i czekam na kolejne rozdziały. ;)
OdpowiedzUsuńBoże <3 Kocham cię dziewczyno . Nie płakałam tak dawno . Piękny imagin . / żona Niall 'a
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy kochanie ;*
UsuńTeż Cie kocham <3
/Alice